Kolejny ładny dzień i kolejny zaplanowany szczyt. Dziś wybieramy się na Skrzyczne.
Marcin z Ulą i Sylwkiem, twórcami kanału
Znane i Nieznane, klasycznie a Ja z Julką wyciągiem.
Więc zmierzamy! Marcin z Ulą i Sylwkiem szybko znikli za budynkiem kasy A my z Julcią stoimy w kolejce do kasy, sporo ludzi ale kolejka sprawnie mijała. Prawdę mówiąc byłam lekko zestresowana faktem czy poradzę sobie z Julką, nosidłem i mijającą gondolą. Jeszcze dobrze nie kupiłam biletu a moja bujna wyobraźnia uruchomiła się i zaczęła pisać "czarny scenariusz" na przykład: jak lecimy z Julką z tego wyciągu, albo spadają nam buty ! No istne szaleństwo ;)
Oczywiście okazało się że nie ma się czym stresować. Pan przy wyciągu zwolnił prędkość mijającej gondoli tak abym mogła swobodnie usiąść z Julką i położyć nosidło obok. Szybko opuszczam ramy zabezpieczające, mała między nogi i lecimy.
.
Są kamyki, jest zabawa :)
Mimo pochmurnej pogody widoki nie zawodzą, wyjazd trwał około 10 minut na pierwszą stacje. Mała buszuje okolice i zaczepia innych a ja w swoim żywiole...latam za nią :D Zgłodniałyśmy więc robimy małą przerwę na śniadanie.A tym czasem u Marcina i reszty.
My w trójkę wyruszyliśmy po rozstaniu z dziewczynami prosto na szlak. Zaczynamy szlakiem niebieskim, od stacji dolnej kolejki do stacji Jaworzyna. Tuż po zejściu z asfaltu, wdepnąłem w kałużę i moje buty szczelnie oblepiły się błotem. Na szczęście w środku pozostały suche a jutro okaże się, że bardzo mi się to przysłużyło.
Niebieski szlak prowadził nas wzdłuż linii kolejki, coraz wyżej i wyżej a widoki stawały się coraz piękniejsze.
Na zmianę wypatrujemy w gondolach Julki i Magdy i podziwiamy widoki. Co jakiś czas przystajemy bo Sylwek chce nagrać jakieś ujęcie a ja mam chwilę na złapanie oddechu no i podpatrywanie go przy pracy.
Po trochę ponad godzinie dotarliśmy do stacji Jaworzyna i rozglądamy się za Magdą i Julką.
Jeszcze dobrze się nie rozłożyłyśmy ze śniadaniem a tu już Marcin z Ula i Sylwkiem dotarli na pierwsza stacje i dołączają do nas na zasłużoną przerwę.
Słoneczko wyszło, można robić zdjęcia! :)
Jeszcze kilka chwil na zdjęcia i dalej ruszamy. My na drugą część wyciągu a Marcin z przyjaciółmi na szlak.
Druga część szlaku wydaje się krótsza i prostsza. Kilka kroków do połączenia ze szlakiem zielonym a dalej kolejne kilka kroków i szczyt. Otóż nic bardziej mylnego.
Pomimo tego, że szczyt widzieliśmy niemal jak na dłoni i wydawało się, że mamy do niego max. pół godziny to po tym czasie nie doszliśmy nawet do skrzyżowania szlaków a to połowa drogi od stacji Jaworzyna na szczyt. Powoli pniemy się jednak pod górę i zbliżamy do szczytu.
Tuż za połączeniem szlaków postanawiamy wraz z Sylwkiem zboczyć na chwilę i pokonać łachę śniegu, by zaraz wrócić na szlak. Okazało się jednak, że nie możemy wrócić na szlak za tą łachą i tak musieliśmy pokonać kolejną i kolejną aż wreszcie dotarliśmy do szlaku niemalże na szczycie.
My już w śmig mig na szczycie Skrzyczne 1257 m.n.p.m zdobyte wyciągiem :D No cóż bywają i takie sytuacje, Julcia miała niezłą frajdę a samo zaskoczenie wyjazdu było u niej nie do opisania. Wychodzimy na zewnątrz a tu zimno, śnieg i wiatr. Traperów na szczycie też nie brakowało, spory tłum, ale to było do przewidzenia.
Jednak na horyzoncie jeszcze ich nie widać .
Nie spodziewałam się jednej rzeczy, która mnie zaskoczyła "plac zabaw". Mroźna pogoda ani śnieg do okola nie powstrzymał Julki przed zabawą.
Chwila zabawy minęła i wracamy dalej na punkt widokowy, obchodzimy go dookoła a tu wychodzą zza krzaków trzy znajome buzie, no nareszcie już są! Widać że łatwo im nie było ale uśmiechnięci :)
Zmęczeni dodatkowo uciekającym spod butów śniegiem i pewni że Ula jest już przy schronisku wraz z Magdą i Julką pokonywaliśmy resztkami sił ostatnie podejście. Nagle za nami pokazała się znajoma postać. Ula idąc zgodnie ze szlakiem była jednak za naszymi plecami. Mogliśmy złapać oddech czekając na nią. Za chwilę już wspólnie dotarliśmy pod schronisko. Ula z Sylwkiem od razu postanowili wejść na sam szczyt a ja poszukać moich dziewczyn, by po chwili dołączyć do przyjaciół na szczycie
Parę chwil wszyscy razem na szczycie, herbatka kanapka kilka zdjęć :) i pieczątki do książeczek
Dzień ucieka, więc i my uciekamy. Ula z Sylwkiem uzgadniają jakim szlakiem będziemy schodzić.
Tym czasem Madzia z Julcią już zjeżdżają na dół a my powoli schodzimy w dół. Tym razem już zgodnie ze szlakiem. Okazało się, że ominięty przez nas fragment szlaku jest bardzo piękny i wcale nie tak łatwy. Dalej wracamy znanym nam już szlakiem i mimo że mięśnia nóg muszą bardziej się napinać niż pod górę to płuca już mają o wiele łatwiej.
Po drodze robimy zdjęcia. Teraz jest o wiele łatwiej bo zmęczenie mniejsze. Sylwek dogrywa jeszcze kilka ujęć i zaraz będziemy na dole.
To już koniec, my już na dole, 15 minut i załatwione :D Ale frajda zostanie w pamięci.
Wiem że Marcin z Ulą i Sylwkiem nie zejdą tak szybko jak my zjechałyśmy, więc idziemy zwiedzić Szczyrk.
Szczyrk jest niewielkim miasteczkiem, jednak turystów tu nie brakuje.
Spacerując trafiłyśmy na Szczyrkową galerie, weszłam z ciekawości i okazało się że jest to
Beskidzka Galeria Sztuki Bator Art Gallery w Szczyrku.
W środku niezwykłe przedmioty.
Było co podziwiać, przepiękne figurki, obrazy i inne drogocenne rękodzieła.
Ciężko mi było wyjść z tej "galerii".Te wszystkie rzeczy, obrazy mocno mnie zaciekawiły.
Jedak czas wracać. Idziemy szukać taty.
Parę minut pod wyciągiem i już dalej wszyscy w komplecie. Koniec dzisiejszej przygody.