niedziela, 20 stycznia 2019

Ale ciężko czyli na Czantorię

To już przedostatni dzień w Bielsku i ostatni dzień na szlaku.
Tym razem naszym łupem ma paść Wielka Czantoria. 

     Zbieramy więc większą ekipę do naszej czwórki dołączają Marcin i Monika i tylko dzięki nim udaje nam się wejść na szczyt.
     Była sobota i nasi gospodarze mieli wolne, postanowili więc wyruszyć z nami na szlak. Jedziemy więc do Ustronia bo z Ustroń Polana zaczyna się nasz szlak ku kolejnemu szczytowi do Diademu Gór Polski. 
     Wyruszamy wzdłuż kolejki linowej na Czantorie. Monika wraz z Zuzą już na początku wysforowały się do przodu. Chwilę później Marcin z Julą na plecach zniknął nam z oczu. Na końcu "małymi skokami" do przodu brnęliśmy my. Od dolnej do górnej stacji kolejki jest ok. 2 km i ponad 450m przewyższenia. Mozolnie wchodziliśmy na górę, gdyby nie to że Marcin wnosi Julkę to musielibyśmy zawrócić już po 500 metrach. Magda pewnie by wróciła wcześniej ale Julia była już dużo wyżej. W końcu docieramy do górnej stacji kolejki. Julka czeka już na nas i baraszkuje po polanie.


Dołączamy do reszty zmęczeni i spoceni, że koszulki można wyżymać i możemy odpocząć


Nasze oczy cieszy piękny widok na Beskid Śląski



O ile na szlaku nie było zbyt tłoczno to na górnej stacji jest już tłum. Wygląda na to, że  byliśmy
 jednymi z nie wielu turystów którzy zdecydowali się wejść tam o własnych siłach.


Odpoczęliśmy i ruszamy dalej. Jeszcze nie jesteśmy na szczycie. Podążamy dalej czerwonym szlakiem, także szlakiem rycerskim. Trudno nie zauważyć tego szlaku bo strzeże go widoczny na zdjęciu pan.


W końcu zdobywamy nasz dzisiejszy szczyt. Wielka Czantoria wycisnęła z nas siódme poty ale cieszymy się, że kolejny szczyt zaliczyliśmy i jesteśmy o jeden szczyt bliżej Diademu Gór Polskich.




Marcin z  dziewczynami postanowili wejść jeszcze na wieżę widokową

 Ja z Moniką i Julią zostaliśmy na dole podbiliśmy książeczki i zrobiliśmy zdjęcia granicy


Ruszamy dalej szlakiem niebieskim aby dojść do czeskiego schroniska

i polskiej koliby po drugiej stronie szlaku. Szlak bowiem idzie granicą.

Od koliby zaczynamy schodzić już bardziej stromym szlakiem. Szlak niebieski prowadzi nas w dół.



aż wyprowadza nas do cywilizacji.

My jednak szybko zmieniamy kierunek i dalej wracamy na ścieżkę rycerską.

Naszą ścieżkę przecina strumyk

który wykorzystujemy do wymoczenia stóp.😀😂😂😂
Julce tak się spodobało, że trudno było ją wyjąć ze strumyka


Po zejściu trafiamy na genialny bar. Nazywa się "Pieczony ziemniak" i właśnie to ma w swojej ofercie. Każdy z nas zamówił ziemniaka jaki nam pasował. Bazą jest pieczony ziemniak ale dodatki wybieracie już sami. Ja z Magdą jesteśmy mięsożercami a Monika i Marcin są wegetarianami i wszyscy znaleźliśmy ziemniaka dopasowanego do naszego gustu.

Jutro wracamy do domu ale wcześniej jeszcze zawitamy w Czechach

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...