piątek, 27 stycznia 2017

Dwa tygodnie w Apulii- Taranto miasto o dwóch twarzach

     Jest wtorek, wstajemy rano i niespodzianka. Deszcz pada i to nie kropi sobie ale jest ulewa. No ale trudno, czasami i tak bywa. Jemy więc śniadanie i rozmyślamy co począć z takim dniem. Nagle jednak zza chmur wyłania się słońce. Szybko zbieramy się i do Martina Franca, tam będziemy się dalej zastanawiać gdzie jedziemy. 
     Pociąg już klasycznie opóźniony, w końcu jednak docieramy do Martiny i tam podejmujemy decyzję. Jedziemy do Taranto.
     Po około godzinie byliśmy już w  Taranto. Żołądki dały o sobie zaraz znać. Szybko znaleźliśmy sklep, bo dochodził czas siesty, i zrobiliśmy zakupy. Kanapki na ławeczkach z widokiem na morze smakowały jak wytworny kawior z homarem 😄.
     Zanim posiłek się zakończył, ja zdążyłem obfotografować nabrzeże 





Spacer zaczynamy od mariny, opuszczonej już w tym okresie ale nadal pełnej łodzi i żaglówek.


 Po drugiej stronie zalewu znajduje się port a port wojskowy został nam za plecami. Mieliśmy nadzieję dostać się w pobliże portu wojskowego, ale jak to zwykle zabrakło nam na to czasu.

Dalej trafiamy do kościoła św. Dominika, ten jednak okazuje się zamknięty.

     Nabrzeże co chwilę zaskakuje nas pięknymi widokami.


Tak docieramy  do zamku aragońskiego zwany inaczej jako zamek Sant'Angelo (Świętego Anioła)". Wybudowany w XVw. zamek stanowi teraz bazę wojskową obrony wybrzeża.

Zaraz po wejściu na plac zamkowy bardzo miło powitali nas pracownicy zamku a w większości są to żołnierze , drobne formalności pozostawienie zbędnych bagaży i w drogę.
Wizyta w zamku jest bezpłatna każdego dnia
Na początek film który wprowadza nas w historie zamku. Na zwiedzanie zamku w tamtym momencie byliśmy jedynie my, dotarł do nas przewodnik, niestety informuje nas że nie byli w stanie ściągnąć osoby która dobrze mówi w języku angielskim, tak że prowadzi nas on starając się tłumacząc co nieco w języku angielskim .
Po chwili okazuje się jednak że nasz przewodnik włada językiem angielskim dokładnie tak jak my, przy tym stresując się niesamowicie, doszliśmy wszyscy do wniosku że skorzystamy z tabliczek informacyjnych, które znajdowały się w każdej z komnat oraz przy zabytku mniejszym czy większym.
Rozpoczęcie budowy zamku zaczęło się w 916 roku.






 Na przestrzeni setek lat powstało pięć wieży,
Każda z nich ma swoje imię San Cristofalo, San Lorenzo, Wieża Flagowa i Torre Annunziata, San Angelo.
W czasie kiedy byliśmy zwiedzać odbywały się wykopaliska archeologiczne.


Korytarze zamku 



Przyklepujemy wizytę przepięknym zachodem słońca ze szczytu jednej z wierz .





Most San Francesco di Paola w Taranto łączy starą część miasta z nową częścią miasta  


Nasze zwiedzanie zamku dobiega końca.


Robimy mała przerwę na drobne zakupy , oczywiście zaczyna sie zciemiać więc idziemy dalej
Na horyzoncie pojawia się widok na Urząd Miejski


Jest co podziwiać
Wyruszamy na podziwianie uliczek Taranto,



Most San Francesco di Paola od części nowego miasta




Musimy przyznać że spodziewaliśmy się urokliwych typowo włoskich uliczek 
Jednak okazuje się że uliczki tego miasta są mocno "niedopieszczone" i zniszczone, i proszą się o renowacje , oczywiście dalej mają urok może troszkę czarny :)

Podczas spacerowania, natrafiamy na kolejne wykopaliska  


Kolejnym punktem w planie to Katedra  z bezcenną barokową kaplicą San Cataldo
Dochodzimy do celu a tutaj muzyka , podchodzimy bliżej i kolejny niesamowicie teatralny pogrzeb.  

Kościół San Domenico Maggiore
Czas na powrót do domu. Po drodze przystajemy żeby podziwiać  Port nocą z bliska 








Robimy drobne zakupy na kolacje 






I w drogę na przystanek, oczywiście nie można się obejść bez niespodzianek.
Aga poszła kupić bilety i wraca bez biletów , dlaczego? Bo Pan który sprzedawał bilety powiedział że skończył mu się papier w drukarce . To był jedyny punkt w którym możemy kupić bilety powrotne, co robimy, pierwsza myśl kierowca nam na pewno sprzeda, no bo jak to jechać bez biletów. Wszystko jest możliwe, kierowca informując nas że on nie dokonuje sprzedaży w autobusie postanawia zabrać nas na gapę :) Dzień kończymy przepyszną kolacją z owoców morza, po prostu nie mogło być lepiej :D Wszyscy szczęśliwi idziemy spać , bo jutro czeka nas nowy dzień :)     . 



















niedziela, 15 stycznia 2017

Dwa tygodnie w Apulii-Jaskinie w Castellana di Grotte tylko kiedy tam się dostać ?

     Jest sobota. Plan na dzisiaj to jaskinia w Castellana di Grotte. Blisko to na spokojnie wysypiamy się i koło południa wyruszamy. Gdybyście chcieli się tam wybrać kiedyś, pamiętajcie że przystanek na którym macie wysiąść jest w szczerym polu. My byliśmy przekonani że pociąg po prostu zatrzymał się w polu i przejechaliśmy ten przystanek. Na szczęście kolejna stacja to Castellana miasto. Tam przesiedliśmy się do busa i wróciliśmy do Grotte. Trzeba przyznać też, że mieszkańcy Castellana są ogromnie mili i pomocni. Opowiadali łamanym angielskim a nawet więcej po włosku o mijanych kościołach i innych atrakcjach i wszyscy chórem łącznie z kierowcą oznajmili nam gdzie mamy wysiąść i jak kierować się do groty. Pewni, że mamy dziś masę czasu wstępujemy do napotkanej kawiarni na kawę, ja nawet dałem się skusić na cappuccino a Emka na świeży sok z ananasa. Docieramy w końcu do jaskini, jest około 13. Szukamy więc kas i wejścia, jest jakoś dziwnie pusto. Poszliśmy za strzałkami "TICKET" ale wszystko zamknięte. Napotkana kobieta tłumaczy nam że poza sezonem są tylko dwa wejścia o 10 i o 12. Tak więc spóźniliśmy się na ostatnie wejście. Trzeba więc wracać i może coś wymyślić.


Na pociąg czekamy w starym gaju oliwnym. Problem z wymyśleniem sam się rozwiązał. Nie pomyśleliśmy o tym, że nie będzie gdzie kupić biletów i nie kupiliśmy od razu powrotnych. Teraz na gapę jedziemy do najbliższej stacji a jest to Noci. Skoro już tu jesteśmy i nie mamy innych planów zwiedzimy to miasteczko. Co prawda wszyscy przygotowują się do jakiegoś święta w miasteczku, ale poza rozstawiającymi się straganami cisza i spokój. Obeszliśmy miasteczko pełne kapliczek

i uroczych zakątków.

Dotarliśmy też do kościoła nawet otwartego ale zanim zdążyliśmy wejść i go obejrzeć, nadszedł pogrzeb. Tak zakończyliśmy naszą sobotnią wyprawę do nikąd



Kaktus którego owoce są jadalne i popularne w Apulii

Następnego dnia czyli w niedzielę, znów byliśmy uziemieni. Nic to nie szkodzi, przecież nie odwiedziliśmy jeszcze ... cmentarza.






Wracając zahaczyliśmy o Picolla area czyli najstarsze trulle

Wieczorem jeszcze spacer i nocne trulle, które nigdy się nie nudzą

W poniedziałek wracamy do Castellana i jaskini. Czas oczekiwania na wejście umila nam gitarzysta, który nie miłosiernie fałszuje śpiewając.


Wchodzimy w końcu do środka. Mamy przewodnika w języku włoskim (właściwie przewodniczkę), grupę natomiast międzynarodową. Słyszymy rozmowy po włosku oczywiście ale także po angielsku, francusku i rosyjsku.
     Startujemy więc zaczynamy od Inferno. W kolejnych grotach nie możemy już fotografować ale jest co wspominać. Wspaniałe stalaktyty i stalagmity przez 3km marszu. Wielbłąd, wilczyca, sowa czy wąż to te najbardziej rozpoznawalne nacieki skalne. Jest to nasza pierwsza jaskinia w życiu i nie możemy nacieszyć oczów widokami. W połowie trasy wchodzimy do Białej Groty i zaczynamy zawracać. Ścieżka prowadzi nas jednak drugą stroną więc nadal mamy co podziwiać. Pani przewodnik zaczyna opisywać wszystko po angielsku i francusku.




Wszystko co piękne kiedyś się kończy tak i my kończymy naszą wizytę w jaskini i wracamy do Alberobello.

To jednak nie koniec naszego zwiedzania. Wieczorem wyruszamy jeszcze do muzeum trulli. Znajdujemy tu odpowiedź na wiele pytań m.in. jak powstawały trulle czy jakie zawody były tu najbardziej popularne.



 W nocy zaczyna padać deszcz a co będzie jutro o tym już nie długo 😊

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...