piątek, 24 lipca 2015

Dzień drugi Mogielica czyli gdzie jest szlak ?

     Noc przespana spokojnie . Wita nas kolejny piękny dzień . Budzimy się z Emką około 8 i wspominamy wczorajszy szlak . Emka korzysta z okazji i robi kilka zdjęć z naszego balkonu .





     Około 9 wsiedliśmy do samochodu i ruszamy do Szczawy . Tam zaczyna się nasz dzisiejszy szlak na Mogielice . Dojeżdżamy na miejsce po kilkunastu minutach . Zatrzymujemy się na nie wielkim parkingu , tuż obok zaczyna się nasz dzisiejszy szlak .
     Tuż obok czyli gdzie? Mapa pokazuje nam , że zaraz za mostkiem jest początek szlaku , ale go nie ma . Ruszamy więc szlakiem narciarskim , który obfituje w różnego rodzaju cieki wodne











     Gdzieś tak w połowie połapaliśmy się , że jednak początek naszego szlaku został gdzieś w tyle . Z pomocą przyszła nam mapa . W pewnym miejscu trasa narciarska i nasz szlak łączą się i tam wchodzimy na szlak . Jesteśmy na szlaku i spotykamy w końcu ludzi , ale nie tylko :) 


ale nie tylko :) 
  

   Lula i de Riff jak zwykle przed nami


Dali się jednak namówić na zdjęcie gdy ujrzeliśmy Tatry 


Doszliśmy do granicy rezerwatu Mogielica 

     Teraz już tylko kilkaset metrów i jesteśmy na szczycie .  Udowodniliśmy sobie po raz kolejny , że damy radę

Emka


Olewka
     

Lula z deRiffem już odpoczywali na szczycie podszedłem ich z tyłu :)


Szczyt jest cały zalesiony ale ma wieżę widokową 




jeszcze wspólne zdjęcie i wracamy\

    Szlak jest bardzo spokojny i łagodny . Wracamy już szlakiem do końca i dowiedzieliśmy się gdzie się zaczyna :) . Nic dziwnego , że go nie znaleźliśmy na dole oznakowanie na drzewie było całkowicie nie widoczne od strony drogi .





     Jesteśmy na dole tylko , że my potrzebujemy pieczątkę do KGP a tu nie ma nic. Ruszamy , więc na poszukiwania pieczątki . Pierwszy napotkany sklep , idę śmiało po pieczątki dla wszystkich ale pani jej nie ma . Cała okolica żyje bez pieczątki , łącznie z biblioteką :) .
     Nie dowiedzieliśmy się dlaczego wszyscy "nie mieli pieczątki" , ale trafiliśmy do świetnego baru .
Nazywał się "Młyn" , świetne jedzenie całkiem nie drogo a w dodatku ślicznie





     Tuż obok był sklep "Delikatesy Centrum i tam w końcu udało się podbić książeczki . Tego wieczoru posiedzieliśmy jeszcze wspólnie przy piwku i powspominaliśmy stare dobre czasy (głównie ja i deRiff ) .

Kolejny dzień okazał sie morderczy ale o tym w następnej części :)

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...