wtorek, 20 sierpnia 2019

Magiczne Ogrody , na wesoło i dla dzieci :)

Ostatnio jesteśmy tak zawaleni obowiązkami, że nie ruszamy się nigdzie. Teraz jednak nadarza się okazja, bo mamy święto w środku tygodnia. Już od jakiegoś czasu planowaliśmy pojechać z Julką do jakiegoś parku zabaw. Córka rośnie nam jak na drożdżach i pora brać ją pod uwagę w trakcie planowania wyjazdów.

No to startujemy do Magicznych Ogrodów a razem z nami Artur, chrześniak Magdy.
Magiczne Ogrody to park rozrywki w Trzciankach koło Kazimierza Dolnego. Od nas to trzy godziny drogi dlatego wybieramy się dość wcześnie, żeby mieć na miejscu jak najwięcej czasu.
Gdy dojeżdżamy na miejsce park jest już otwarty. Jest czynny od 10 do 19. Już na parkingu widać, że ludzi dzisiaj nie brakuje.
Pierwsza kolejka czeka nas do kasy, wszystko idzie bardzo sprawnie bo otwartych jest aż 8 kas. Tu czeka na nas pierwsza niespodzianka, dzieci poniżej 1 metra wzrostu mają bilet za 1 zł.

Tu też czeka na nas pierwsza atrakcja jeszcze przed wejściem gości wita Mordol czyli maskotka parku.
Dla Artura to świetna zabawa i biegnie zaraz przybić piątkę Mordolowi ale Julka wtuliła się we mnie i nie chciała się z nim przywitać

Bilety kupione i zaczynamy zabawę. Najpierw trafiliśmy na mega klocki. Dzieciaki w siódmym niebie ale szybko zmieniliśmy miejsce bo przed nami jeszcze wiele atrakcji.

     Następny przystanek to trampolina. W czasie gdy Artur z Julcią skakali my obmyśliliśmy plan na resztę dnia i zapoznaliśmy się z historią tego miejsca.
     Magiczne Ogrody jak głosi legenda powstały w miejscu gdzie dwaj czarodzieje onegdaj przyjaciele starli się w okrutnej bitwie o czarodziejkę. Obaj aby przeżyć zamienili się w smoki. Smoki te po dziś dzień żyją w owych ogrodach.


 Szybka wizyta u skrzata, który doskonale wpisuje się w legendę tego miejsca i pędzimy na turniej Smoczych Jeźdźców.


   Jesteśmy już na polu turniejowym i czekamy na Smoczych Jeźdźców. Wkrótce konie i ich właściciele zaczynają wspaniały pokaz woltyżerki. Prywatnie są to kaskaderzy, którzy na swoim koncie mają występy w największych produkcjach historycznych w Polsce. 



Po pokazie postanowiliśmy coś zjeść. Tu tak naprawdę pojawił się jedyny zgrzyt w całym dniu. 
W Ogrodach znajduje się 5 miejsc gdzie można zjeść. My najbliżej mieliśmy do grilla i tam zamówiliśmy obiad. Problem w tym że zamówiliśmy też pierś z kurczaka a te się skończyły i dopiero włożyli nową porcję, dlatego musieliśmy zaczekać. Tego mogliśmy się spodziewać przy takiej ilości głodnych osób. Jednak tego że obsługa z tego powodu kompletnie się zdeorganizuje i zapomni o kolejności wydawania posiłków już nie przewidzieliśmy. W końcu jednak dostajemy i nasze porcję i zajadamy ze smakiem.
     Prosto po obiedzie idziemy na najwyższą ślizgawkę którą mamy dosłownie przed sobą. Tu atakuje nas kolejna kolejka. Musimy zaczekać na matę do zjeżdżania. Artur zjechał sam,
ale Julka już potrzebowała opieki. Ona bawiła się świetnie, za to mama tak jak widać na zdjęciu.
Jeden zjazd i oddajemy maty. Zabawa trwa jednak dalej. Przechodzimy do krainy smoków.

Dzieciaki muszą dosiąść każdego smoka a nawet smocze jajo. Nawet tu musimy zaczekać w kolejce ale dzieci dookoła zajęte są bieganiem a rodzice dogadują się kto i którego smoka teraz zajmuje.

Po chwili trafiamy na strumyk i możemy pochodzić po wodzie.
Ja szybko wyskakuje po lody. Budek z lodami jest kilka tak więc zawsze jest blisko na lody.

Magda z Arturem idą na wiszące mosty. Ja z Julią zostaje na dole i czekamy na nich sprawdzając co jeszcze możemy zobaczyć.





Dlatego jak tylko schodzą prowadzimy ich do drzewców. Julia bawi się świetnie i gdy tylko enty zamykają oczy woła: Ci śpi.
Wracamy do krainy krasnoludów. Tu są też wiszące mosty, ale niższe i łatwiejsze. Tu wchodzimy też z Julią.


Radziła sobie całkiem nieźle.
Jak już nacieszyliśmy się spacerami po mostach to koniecznie musieliśmy przejechać na karuzeli.
Tzn. dzieci musiały bo ja robiłem za napęd
To też dobry pomysł że rodzice sami muszą zapewnić napęd dla karuzeli czy zorganizować kolejkę. Aktywizuje to rodziców i zbliża ich do dzieci.


Jeszcze zaglądamy na pole marchewek, idziemy coś zjeść, kupić pamiątki

i niestety już wypraszają. Nie wiemy kiedy minął cały dzień. Dzieciaki zmęczone na maxa zasypiają w samochodzie a my wracamy do domu.

Teraz już coraz częściej będą w planach takie atrakcje.

A niedługo wracamy do weekendu majowego

piątek, 9 sierpnia 2019

Štramberk i Hukvaldy czyli czeska strona majówki.

     Bielsko Biała to piękne miasto, chodź szczerze mówiąc długo się do niego przekonywałam, Marcin wręcz przeciwnie od początku doceniał jego urok :) W końcu poznałam plus który uwielbiam! Blisko na czeską stronę życia :) Pogoda w Polsce nam nie dopisuje to może w Czechach się poprawi . Przed nam Štramberk i Hukvaldy czyli czeska strona majówki.
Do miasteczek Stramberg i Hukvaldy mamy jakieś 80 minut od Bielska czyli jakieś 90 km. I pewnie wszyscy się zastanawiają co nas tam przyciągnęło? Tak więc już opowiadam.

 












Jedziemy! Oby pogoda nam dopisała! Strasberg na pierwszym planie. Przepiękne miasteczko znajdujące się u podnóża Beskidów na wzgórzu zamkowym z wąskimi uliczkami i drewnianą zabudową z około XVIII i XIX wieku.
Nad miasteczkiem znajdują się pozostałości zamku Stramberg i zachowaną wierzą nazywaną Tru'ba, zamek jest jednym z najlepiej zachowanych zamków dynastycznych.
Wszystko podziwiamy z zewnątrz kasy były zamknięte tak że nie weszliśmy do środka. Mamy nadzieje że pogoda nie zepsuje nam planów! Do końca dnia jeszcze daleko. Miasteczko ciche nie należy do tłocznych miejsc, może to zasługa deszczu a może wczesnej porze roku gdzie sezon turystyczny dopiero startuje, generalnie to nawet miejscowego ciężko było spotkać. Cisza jak na pustyni :)Spacerujemy po uroczym miasteczku.
Chcieliśmy zobaczyć "Arboretum a botanicka zahrada" pech chciał że było nieczynne. Zahaczyliśmy jeszcze o kościół barokowy Św. Jana Nepomucena :)













Miejscowi jeszcze polecali muzeum Zdenka Buriana. Hmm Kim był Zdenk Burian ? :D Był on światowej sławy malarzem prehistorii, który w Strambrgu spędził część swojego życia. Kolejnym miejcem poleconym przez miejscowych to Jaskinia Sipka. Jednk nam zabrakło czasu i pogody że by zobaczyć te dwa miejsca:)
Ruszamy dalej...
     Jakieś 13km. od miasteczka Stramberk znajduje się wioska Hukvaldy. To urocza miejscowość znajdująca się na Pogórzu Morawsko-Śląskim w powiecie Frydek-Mistek i to w tej wiosce znajduje się Zamek Hukwaldy a raczej bardzo dobrze zachowane ruiny. Tak, tak i niby że to my mamy się za zwiedzaczy nie tylko zamkowych ? No nie wiem ! :)
Ruiny zamku otacza przepiękny park w stylu angielskim, powierzchnia parku to około 450 ar. jest to niewielkie wzgórze, chodź "niewielkie" to pojęcie względne :D Sam park jest otoczony XIX w. murem z neobarokową bramą wjazdową, która jednocześnie robi za wejście do parku :)


     A więc wchodzimy. Pierwsze się zastanawialiśmy czy w ogóle park jest otwarty ? Bo brama była zamknięta oraz informacja obok również, weszliśmy furtką obok na chybił trafił a z nami inna grupka turystów tak że nie byliśmy sami. Do zamku prowadzą dwa szlaki  krótszy "na skróty" lub dłuższy przyrodniczy.

My polecamy ten dłuższy, większe prawdopodobieństwo spotkania jeleni, danieli i muflonów które żyją w rozległej zagrodzie. Niestety my nie mieliśmy szczęścia spotkania się ze zwierzakami, śpiew ptaków nam to zrekompensował :)
Spacerek, relax, oh jak miło! Jednak jest jedno "Ale" chmury nam nie odpuszczają, goniły nas jak na złość :)
Krok przyśpieszyliśmy aby do zamku!
I jesteśmy bilet kosztował nas za osobę 90 kc.
Informacja dla wielbicieli spacerów z psami, jest możliwość wejścia do parku i zamku z pupilem za dodatkową opłatą 10 kc.
                                   










Chmury, chmury coś zaczyna kropić, tak że to tyle na temat spokojnych spacerów na dziś, szybkim krokiem obchodzimy ruiny.
                                 



   I gonimy do samochodu. Już w samochodzie zlani do suchej nitki, płaszcze nie podołały wyzwaniu :D

   

Wyjazd był udany ale niedosyt pozostał. Pogoda była dla nas bezlitosna i czas również, mieliśmy tylko 1 dzień a to zdecydowanie za mało . Planujemy powrót w te okolice ale następnym razem już nie tylko na jeden dzień a na dużej i upewnimy się że pogoda nam dopisze :)
Do następnego czytania :) 



Źródła pomocnicze :
https://pl.wikipedia.org/wiki/Štramberk
https://pl.wikipedia.org/wiki/Hukvaldy

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...