Ostatnio jesteśmy tak zawaleni obowiązkami, że nie ruszamy się nigdzie. Teraz jednak nadarza się okazja, bo mamy święto w środku tygodnia. Już od jakiegoś czasu planowaliśmy pojechać z Julką do jakiegoś parku zabaw. Córka rośnie nam jak na drożdżach i pora brać ją pod uwagę w trakcie planowania wyjazdów.
No to startujemy do Magicznych Ogrodów a razem z nami Artur, chrześniak Magdy.
Magiczne Ogrody to park rozrywki w Trzciankach koło Kazimierza Dolnego. Od nas to trzy godziny drogi dlatego wybieramy się dość wcześnie, żeby mieć na miejscu jak najwięcej czasu.
Gdy dojeżdżamy na miejsce park jest już otwarty. Jest czynny od 10 do 19. Już na parkingu widać, że ludzi dzisiaj nie brakuje.
Pierwsza kolejka czeka nas do kasy, wszystko idzie bardzo sprawnie bo otwartych jest aż 8 kas. Tu czeka na nas pierwsza niespodzianka, dzieci poniżej 1 metra wzrostu mają bilet za 1 zł.
Tu też czeka na nas pierwsza atrakcja jeszcze przed wejściem gości wita Mordol czyli maskotka parku.
Dla Artura to świetna zabawa i biegnie zaraz przybić piątkę Mordolowi ale Julka wtuliła się we mnie i nie chciała się z nim przywitać
Następny przystanek to trampolina. W czasie gdy Artur z Julcią skakali my obmyśliliśmy plan na resztę dnia i zapoznaliśmy się z historią tego miejsca.
Magiczne Ogrody jak głosi legenda powstały w miejscu gdzie dwaj czarodzieje onegdaj przyjaciele starli się w okrutnej bitwie o czarodziejkę. Obaj aby przeżyć zamienili się w smoki. Smoki te po dziś dzień żyją w owych ogrodach.
Szybka wizyta u skrzata, który doskonale wpisuje się w legendę tego miejsca i pędzimy na turniej Smoczych Jeźdźców.
Jesteśmy już na polu turniejowym i czekamy na Smoczych Jeźdźców. Wkrótce konie i ich właściciele zaczynają wspaniały pokaz woltyżerki. Prywatnie są to kaskaderzy, którzy na swoim koncie mają występy w największych produkcjach historycznych w Polsce.
W Ogrodach znajduje się 5 miejsc gdzie można zjeść. My najbliżej mieliśmy do grilla i tam zamówiliśmy obiad. Problem w tym że zamówiliśmy też pierś z kurczaka a te się skończyły i dopiero włożyli nową porcję, dlatego musieliśmy zaczekać. Tego mogliśmy się spodziewać przy takiej ilości głodnych osób. Jednak tego że obsługa z tego powodu kompletnie się zdeorganizuje i zapomni o kolejności wydawania posiłków już nie przewidzieliśmy. W końcu jednak dostajemy i nasze porcję i zajadamy ze smakiem.
Prosto po obiedzie idziemy na najwyższą ślizgawkę którą mamy dosłownie przed sobą. Tu atakuje nas kolejna kolejka. Musimy zaczekać na matę do zjeżdżania. Artur zjechał sam,
ale Julka już potrzebowała opieki. Ona bawiła się świetnie, za to mama tak jak widać na zdjęciu.
Jeden zjazd i oddajemy maty. Zabawa trwa jednak dalej. Przechodzimy do krainy smoków.
Po chwili trafiamy na strumyk i możemy pochodzić po wodzie.
Ja szybko wyskakuje po lody. Budek z lodami jest kilka tak więc zawsze jest blisko na lody.
Magda z Arturem idą na wiszące mosty. Ja z Julią zostaje na dole i czekamy na nich sprawdzając co jeszcze możemy zobaczyć.
Dlatego jak tylko schodzą prowadzimy ich do drzewców. Julia bawi się świetnie i gdy tylko enty zamykają oczy woła: Ci śpi.
Wracamy do krainy krasnoludów. Tu są też wiszące mosty, ale niższe i łatwiejsze. Tu wchodzimy też z Julią.
Radziła sobie całkiem nieźle.
Jak już nacieszyliśmy się spacerami po mostach to koniecznie musieliśmy przejechać na karuzeli.
Tzn. dzieci musiały bo ja robiłem za napęd
To też dobry pomysł że rodzice sami muszą zapewnić napęd dla karuzeli czy zorganizować kolejkę. Aktywizuje to rodziców i zbliża ich do dzieci.
Jeszcze zaglądamy na pole marchewek, idziemy coś zjeść, kupić pamiątki
i niestety już wypraszają. Nie wiemy kiedy minął cały dzień. Dzieciaki zmęczone na maxa zasypiają w samochodzie a my wracamy do domu.
Jeden zjazd i oddajemy maty. Zabawa trwa jednak dalej. Przechodzimy do krainy smoków.
Dzieciaki muszą dosiąść każdego smoka a nawet smocze jajo. Nawet tu musimy zaczekać w kolejce ale dzieci dookoła zajęte są bieganiem a rodzice dogadują się kto i którego smoka teraz zajmuje.
Po chwili trafiamy na strumyk i możemy pochodzić po wodzie.
Ja szybko wyskakuje po lody. Budek z lodami jest kilka tak więc zawsze jest blisko na lody.
Magda z Arturem idą na wiszące mosty. Ja z Julią zostaje na dole i czekamy na nich sprawdzając co jeszcze możemy zobaczyć.
Dlatego jak tylko schodzą prowadzimy ich do drzewców. Julia bawi się świetnie i gdy tylko enty zamykają oczy woła: Ci śpi.
Wracamy do krainy krasnoludów. Tu są też wiszące mosty, ale niższe i łatwiejsze. Tu wchodzimy też z Julią.
Radziła sobie całkiem nieźle.
Jak już nacieszyliśmy się spacerami po mostach to koniecznie musieliśmy przejechać na karuzeli.
Tzn. dzieci musiały bo ja robiłem za napęd
To też dobry pomysł że rodzice sami muszą zapewnić napęd dla karuzeli czy zorganizować kolejkę. Aktywizuje to rodziców i zbliża ich do dzieci.
Jeszcze zaglądamy na pole marchewek, idziemy coś zjeść, kupić pamiątki
i niestety już wypraszają. Nie wiemy kiedy minął cały dzień. Dzieciaki zmęczone na maxa zasypiają w samochodzie a my wracamy do domu.
Teraz już coraz częściej będą w planach takie atrakcje.
A niedługo wracamy do weekendu majowego









































