Po obiedzie w gronie rodzinnym spakowaliśmy się do Punto i ruszyliśmy do skansenu. Dojechaliśmy po południu na miejsce, co spowodowało że słońce ślicznie układało nam się na zdjęciach.
Zanim jednak całkowicie pochłonie nas historia to szukamy miejsca by przebrać Julkę i tu mała dygresja. Co prawda, dzięki temu że coraz więcej ludzi jeździ z małymi dziećmi robi się również coraz więcej przebieraków. Nie jest to jednak pewnik a jeżeli ojciec pojedzie sam to już raczej nie znajdzie przebieraka w męskiej toalecie.
Julka już przebrana i tym razem w wózku, więc startujemy.
Kasa jest w dworku z Sędziszowa Młp. Kupujemy bilety i przenosimy się w wiejski świat przełomu XIX i XXw.
Dalej nasze oczy cieszy dom z Żołyni. Kryty gontem dom jest typowy dla małomiasteczkowego budownictwa małopolskiego. Na początku poprzedniego wieku mieścił się w nim urząd gminy Żołynia wieś

Następny na naszej drodze jest Chrystus ukrzyżowany z Kolbuszowej Dolnej. Był to pierwszy eksponat w tutejszym skansenie
A to przykład kapliczki skrzynkowej. Takich kapliczek jest jeszcze wiele w wioskach czy nawet lasach.
" To pierwszy obiekt przyszłego założenia dworskiego. Oprócz niego w jego skład wejdzie: dwór otoczony parkiem oraz niewielkim ogrodem, część gospodarcza, w której będzie usytuowana m.in. rządcówka, stajnia z wozownią, kuźnia i obora." - tak piszą na stronie skansenu i rzeczywiście tuż obok trwała budowa. Jest to najstarszy budynek w muzeum pochodzący z 1784r. a jest to oczywiście spichlerz dworski.
Tuż obok spichlerza znaleźliśmy ul pawilonowy. Pewnie pszczelarze często widują takie ule i może nawet są one jeszcze w użytku, dla mnie jednak był wielkim zaskoczeniem ul do którego może wejść człowiek.
Dalej nastąpiła seria zagród, w większości z nich budynki kryte były strzechą,

trafiła się też taka w której dom choć pokryty strzechą to z kalenicą z dachówki.
Jak później się okazało było to oznaką bogactwa, a sama zagroda należała do dwóch pokoleń posłów.
Kończymy nasz spacer pięknym widokiem na zagrody za jeziorem w chylącym się ku zachodowi słońcu
Julka już przebrana i tym razem w wózku, więc startujemy.
Dalej nasze oczy cieszy dom z Żołyni. Kryty gontem dom jest typowy dla małomiasteczkowego budownictwa małopolskiego. Na początku poprzedniego wieku mieścił się w nim urząd gminy Żołynia wieś
Następny na naszej drodze jest Chrystus ukrzyżowany z Kolbuszowej Dolnej. Był to pierwszy eksponat w tutejszym skansenie
Później naszą uwagę przykuł młyn wodny
Alternatywą dla młynów wodnych były wiatraki, ten służył głównie do mielenia kaszy.
A to przykład kapliczki skrzynkowej. Takich kapliczek jest jeszcze wiele w wioskach czy nawet lasach.
Tuż obok spichlerza znaleźliśmy ul pawilonowy. Pewnie pszczelarze często widują takie ule i może nawet są one jeszcze w użytku, dla mnie jednak był wielkim zaskoczeniem ul do którego może wejść człowiek.
Dalej nastąpiła seria zagród, w większości z nich budynki kryte były strzechą,
trafiła się też taka w której dom choć pokryty strzechą to z kalenicą z dachówki.
Jak później się okazało było to oznaką bogactwa, a sama zagroda należała do dwóch pokoleń posłów.
W niektórych zagrodach były nawet hodowane zwierzęta.
To już kościół św. Marka Ewangelisty z Mielca.
Tuż koło tego kościoła w przyszłości ma stanąć organistówka wraz z obejściem z Leżajska,
na co niecierpliwie czekamy.
W międzyczasie mijamy serię kapliczek i krzyży przydrożnych
Ja jednak szybko pobiegłem do karczmy, licząc na chłodne piwko. Jednak ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu było zamknięte ;P.
Na koniec dotarliśmy do remizy z końca XIXw. Strażacy jednak też mieli wolne bo stała ona opuszczona i samotna.
Szybko wpadam jeszcze do kas po magnesy dla moich towarzyszek i dopytać o leżajską organistówkę.
Okazuje się jednak że plany tegoroczne nie przewidują ustawienia "naszego" zabytku.
To nic bo będzie okazja wrócić tu w kolejnym roku aby znowu dopytać o zagrodę z Leżajska
Dziś już wracamy do domu a spotkamy się po kolejnym wyjeździe