niedziela, 27 listopada 2016

Dwa tygodnie w Apulii- Alberobello po raz pierwszy

     Pobudka!!! Ja już o 6.00 nie mogę wytrzymać ale dziewczyny chcą jeszcze spać. Udaje mi się je jednak zedrzeć z wyrek. Lekki kac po wczorajszym powitaniu szybko ustępuje po kawie i śniadaniu.
Wyruszamy więc na podbój Pięknegodrzewa bo tak można by przetłumaczyć nazwę Alberobello. Wczoraj w trakcie krótkiej przejażdżki już wiedzieliśmy, że  dzisiaj będzie co oglądać.
     Ja już po wyjściu z mieszkania jestem oszołomiony. Po pierwsze pogodą, jest 22 stopnie Celsjusza chodzę w krótkim rękawie. Po drugie zaś pięknymi kamienicami z białego kamienia.

     Tuż za rogiem czeka na nas kolejna niespodzianka. Bazyliki Kosmy i Damiana





     Nie udało nam się wejść do środka ale zewnątrz wszystko robiło ogromne wrażenie. Będziemy tu wracać jeszcze kilka razy, za każdym razem oczarowani.
     Odrywamy się w końcu od bazyliki i ruszamy do dzielnicy trulli. To dzięki nim Alberobello odwiedzają tłumy. Emka po raz kolejny odwiedza to miasto ale ja pierwszy raz jestem tu i nie mogę złapać oddechu. Coś co na zdjęciach wyglądało cudownie, na miejscu okazuje się jeszcze piękniejsze. Ręce drżą z wrażenia nie potrafię się skupić na robieniu zdjęć. Chyba znajduję się w niebie podróżników.














Trulle budowane były bez zaprawy łatwo było je rozebrać co sprawiało, że w każdej chwili można było udowodnić, iż budynek nie jest ukończony i nie płacić podatku od domu. Dachy budynków zdobiły symbole magiczne, których zadaniem było strzec domowników tego trulla. Do tej pory część budynków jest zamieszkałe, co więcej sami możecie w nich zamieszkać bo wiele z nich to "pokoje" hotelowe. Pozostałe to sklepiki z pamiątkami i restauracje.
     Szukamy kolejnego kościoła ma to być kościół św. Antoniego w trullu. Zanim jednak tam dojdziemy Nasze oczy cieszą zarówno trulle jak i wystawy sklepów z pamiątkami i lokalnymi winami olejami i innymi specjałami






 W końcu trafiamy do kościoła w trullu

Zaaferowany jego pięknem zapominam sfotografować go zewnątrz, ale my tu jeszcze wrócimy. Wewnątrz kościół nie powala, jest dość skromny ale na swój sposób urzekający. Wracając trafiamy na taras widokowy na dachu jednego z trulli. 




Co skrzętnie wszyscy wykorzystujemy do fotografowania. 
     W drodze do parku, który jest naszym kolejnym punktem wpadamy na lody do Arte Fredda. Super domowe lody schładzają nas i ruszamy na odpoczynek do parku. Dopada nas tam światło marzeń dla robiących zdjęcia.




Po krótkim odpoczynku w parku ruszamy na drinka do Agory małej knajpki w trullu. 
     Wracamy na mieszkanie chwila odpoczynku i przebieramy się na kolacje. Restauracja La Arcada znajduje się poza miastem. Ruszamy więc dziarsko. Głodni ale podziwiamy coś co u nas rzadko już można zobaczyć czyli rozgwieżdżone niebo. Po pół godzinie marszu docieramy do naszej restauracji. Tu jednak czeka na nas niespodzianka, La Arcada dzisiaj zamknięta (wracamy jednak do restauracji i zostajemy przyjęci jak książęta o tym jednak innym razem). Wracamy więc wśród gajów oliwnych, porozrzucanych pojedynczych trulli i przy rozgwieżdżonym niebie do miasta. Nasza Gospodyni proponuje nam kolację w drugiej z restauracji w której pracuje. W Fidelio udaje nam się zjeść. Zamawiamy pizze, obsługa przemiła. wszyscy włącznie z szefem kuchni przychodzą się przywitać. 
Pamiętacie najlepszą pizze jaką jedliście w Polsce, to zapomnijcie o niej. Chcecie zjeść pizze której nie zapomnicie to musicie zjeść ją we Włoszech. Najedzeni wracamy do domu i szybko spać bo jutro czeka na nas cud baroku czyli Lecce.
     Do zobaczenia w Lecce.

niedziela, 20 listopada 2016

Dwa tygodnie w Apulii - wyjazd

     Wyruszamy, w końcu wyruszamy. Czekaliśmy na ten wyjazd od kilku miesięcy. Pierwotnie miał to być wrzesień, jeszcze ciepło w Apulii miało być. Byliśmy jednak zmuszeni do zmiany daty na przełom października i listopada. Jest jednak ta upragniona sobota gdy wyjeżdżamy. Walizki  spakowane i gotowe do drogi z nami.

     Do Rzeszowa odwozi nas Papryk, nauczeni wyjazdem do Pragi wolimy nie korzystać z usług lokalnego PKS. W Rzeszowie przesiadamy się na kolej. Pociągi od zawsze były moim ulubionym środkiem transportu, one zawsze zbliżały ludzi. Tym razem trafiamy na coś co przechodzi  już do historii, wagony z przedziałami. Tak więc wyruszamy: ja, Emka i dwie dziewczyny w drodze do koleżanki. Pamiętacie scenę jak Adaś Miauczyński jechał pociągiem? Miałem wrażenie, że ktoś mnie do niego wsadził


Najlepsze hasło naszej koleżanki: "Mam psa, który wygląda jak wielki mały niedźwiedź".

    Dojeżdżamy jednak do Krakowa i szukamy busa na lotnisko. Poszło nam to dość zgrabnie i za 20 minut już byliśmy w busie. Na miejscu byliśmy 3h przed odlotem. Mamy czas jeszcze na kawę i "przepysznego burgera" bo jaki miałby być za 27 zł. 
     Ja już cały w nerwach bo to mój pierwszy lot a tu jeszcze bagaż podręczny za duży o kilka centymetrów. Emka miała mnie już dość, jestem ponoć strasznie nieznośny jak się czymś denerwuję. W końcu możemy nadać bagaże i okazuje się, że te kilka cm w bagażu podręcznym to pestka. Pani która odbierała bagaże rejestrowane wręcz wyśmiała moje obawy. :D. Teraz kontrola, wszystko włącznie z butami poszło w koszyki. Bagaże podręczne też trzeba pootwierać bo mamy w nich laptopa i aparaty. Wreszcie przechodzimy bramki ochrony, ubieram buty pakujemy sprzęt i idziemy czekać na samolot. Ja na szczęście mam książkę dzięki której mniej się denerwuję i nie myślę o papierosach. Po 40 min. możemy wsiąść na pokład. Zaraz po zajęciu miejsca zajmuję się znowu lekturą.
     Wreszcie startujemy. Mój żołądek dość szybko styka się z przełykiem. Szybko jednak zatkane uszy i nieznośne uczucie w trzewiach rekompensuje widok Śląska z lotu ptaka i to po zmroku. Przypomina to trochę neurony. 
     Lot trwa 1.5 h i lądujemy w Bari . Jeszcze odebrać bagaże i Apulia stoi przed nami otworem.
Czekamy na Śwagierke z którą spotkaliśmy się już w Warszawie. To ona i jej mieszkanie będzie nas gościć przez najbliższe 2 tygodnie. Przyjeżdżają i odbierają nas wraz z Kierowcą. Zmęczeni całodzienną podróżą trafiamy wreszcie do Alberobello, symbolu Apulii i naszego domu na ten wyjazd. Kierowca obwozi nas jeszcze szybko po miasteczku i wita na miejscu. 
     Dojechaliśmy do celu ale my nie skończyliśmy podróżować a wręcz przeciwnie my dopiero zaczynamy naszą podróżować po Apulii. Dziś jednak siostry nie mogą się sobą nacieszyć, nie widziały się kilka miesięcy.
Wypijamy po kieliszeczku orzechówki a potem jeszcze po flaszeczce wódki i spać. Od jutra cuda Apulii i jak się w trakcie okaże, dzięki dobrym ludziom nie tylko Apulii ale o tym później.

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...