Wyruszamy więc na podbój Pięknegodrzewa bo tak można by przetłumaczyć nazwę Alberobello. Wczoraj w trakcie krótkiej przejażdżki już wiedzieliśmy, że dzisiaj będzie co oglądać.
Ja już po wyjściu z mieszkania jestem oszołomiony. Po pierwsze pogodą, jest 22 stopnie Celsjusza chodzę w krótkim rękawie. Po drugie zaś pięknymi kamienicami z białego kamienia.
Tuż za rogiem czeka na nas kolejna niespodzianka. Bazyliki Kosmy i Damiana
Nie udało nam się wejść do środka ale zewnątrz wszystko robiło ogromne wrażenie. Będziemy tu wracać jeszcze kilka razy, za każdym razem oczarowani.
Odrywamy się w końcu od bazyliki i ruszamy do dzielnicy trulli. To dzięki nim Alberobello odwiedzają tłumy. Emka po raz kolejny odwiedza to miasto ale ja pierwszy raz jestem tu i nie mogę złapać oddechu. Coś co na zdjęciach wyglądało cudownie, na miejscu okazuje się jeszcze piękniejsze. Ręce drżą z wrażenia nie potrafię się skupić na robieniu zdjęć. Chyba znajduję się w niebie podróżników.
Trulle budowane były bez zaprawy łatwo było je rozebrać co sprawiało, że w każdej chwili można było udowodnić, iż budynek nie jest ukończony i nie płacić podatku od domu. Dachy budynków zdobiły symbole magiczne, których zadaniem było strzec domowników tego trulla. Do tej pory część budynków jest zamieszkałe, co więcej sami możecie w nich zamieszkać bo wiele z nich to "pokoje" hotelowe. Pozostałe to sklepiki z pamiątkami i restauracje.
Szukamy kolejnego kościoła ma to być kościół św. Antoniego w trullu. Zanim jednak tam dojdziemy Nasze oczy cieszą zarówno trulle jak i wystawy sklepów z pamiątkami i lokalnymi winami olejami i innymi specjałami
W końcu trafiamy do kościoła w trullu
Zaaferowany jego pięknem zapominam sfotografować go zewnątrz, ale my tu jeszcze wrócimy. Wewnątrz kościół nie powala, jest dość skromny ale na swój sposób urzekający. Wracając trafiamy na taras widokowy na dachu jednego z trulli.
Co skrzętnie wszyscy wykorzystujemy do fotografowania.
W drodze do parku, który jest naszym kolejnym punktem wpadamy na lody do Arte Fredda. Super domowe lody schładzają nas i ruszamy na odpoczynek do parku. Dopada nas tam światło marzeń dla robiących zdjęcia.
Po krótkim odpoczynku w parku ruszamy na drinka do Agory małej knajpki w trullu.
Wracamy na mieszkanie chwila odpoczynku i przebieramy się na kolacje. Restauracja La Arcada znajduje się poza miastem. Ruszamy więc dziarsko. Głodni ale podziwiamy coś co u nas rzadko już można zobaczyć czyli rozgwieżdżone niebo. Po pół godzinie marszu docieramy do naszej restauracji. Tu jednak czeka na nas niespodzianka, La Arcada dzisiaj zamknięta (wracamy jednak do restauracji i zostajemy przyjęci jak książęta o tym jednak innym razem). Wracamy więc wśród gajów oliwnych, porozrzucanych pojedynczych trulli i przy rozgwieżdżonym niebie do miasta. Nasza Gospodyni proponuje nam kolację w drugiej z restauracji w której pracuje. W Fidelio udaje nam się zjeść. Zamawiamy pizze, obsługa przemiła. wszyscy włącznie z szefem kuchni przychodzą się przywitać.
Pamiętacie najlepszą pizze jaką jedliście w Polsce, to zapomnijcie o niej. Chcecie zjeść pizze której nie zapomnicie to musicie zjeść ją we Włoszech. Najedzeni wracamy do domu i szybko spać bo jutro czeka na nas cud baroku czyli Lecce.
Do zobaczenia w Lecce.