wtorek, 22 grudnia 2015

Ostatni praski dzień

     Wstajemy tym razem trochę później , ale Emka i tak przede mną przecież musi poświęcić godzinę na malowanie (taka artystka trochę :D ) . Wychodzimy na podbój Pragi . Zaczynamy śniadaniem w znanym nam już Sel a Peper . Poranna kawa stawia mnie na nogi (mocno zmęczone po wczorajszych spacerach).
     Zwiedzanie miasta zaczynamy od Opery Narodowej

dalej kierujemy się w stronę Muzeum Narodowego , które jest akurat w remoncie ale budynek piękny i robi wrażenie


W ten sposób trafiamy na sławny plac Wacława z jego wizytówką czyli pomnikiem św Wacława


I dalej wzdłuż Waclav Namesti podziwiając wspaniałe kamienice przekształcone teraz w domy handlowe i hotele.



Po przejściu całej ulicy decydujemy się na przejazd metrem na stację Staromestska czyli w okolice Starego Miasta i Josefova . Zaczynamy nasze zwiedzanie od restauracji La Bodeguita Del Medio . Wstąpiliśmy tam na kawę , była to taka "mała Hawana" w centrum Pragi . Pani przyprowadziła nas do stolika i bardzo szybko rozszyfrowała nasze pochodzenie chociaż posługiwaliśmy się angielskim . Okazało się , że pani pomimo mocno ciemnej karnacji ma polskie korzenie . Tak więc oprócz kawy mieliśmy polskojęzyczne towarzystwo . Nasza kelnerka nie tylko zamówiła dla mnie kawę parzoną , której oczywiście nie ma w karcie , ale także opowiedziała nam co warto zobaczyć zarówno na Josefovie jak i Starym Mieście . My nadal chodzimy po mieście jak dziecko we mgle , więc była to nie oceniona pomoc dla nas . To ona także przypomniała nam , że dochodzi 12:00 i zaraz będzie słynny pokaz figurek przy zegarze na Starym Mieście . Dopijamy naszą kawę i ruszamy pod zegar .
     Na pewno nie uda wam się go przeoczyć . Tłum który już się zebrał pod zegarem jest ogromny , my jesteśmy 5 min przed czasem. Czekamy z tłumem na to ponadczasowe przedstawienie . Jak podaje przewodnik , którym posługiwaliśmy się w trakcie naszego zwiedzania mamy zobaczyć procesję apostołów i kilku innych postaci , ma to być magiczny spektakl . Oczekuję go z niecierpliwością . Stoimy oczywiście w dość znacznej odległości od naszego zegara ale widzimy go dokładnie . 
     Zegar zaczyna wybijać południe , zaraz zacznie się wspaniały i magiczny spektakl . Oboje z Emką stoimy i czekamy na ten spektakl . Zegar kończy wybijać 12:00 , Ludzie zaczynają się rozchodzić a ja czekam na magiczny spektakl . Dopiero Emka mnie uświadamia , że spektakl już był . Coś przeoczyłem ? Otóż nie cały spektakl to figurki które poruszają rękoma  :) Nie pchamy się nawet dalej pod zegar jedyne zdjęcie jakie udało mi się zrobić jest poniżej  


Obchodzimy rynek staromiejski dookoła i spotykamy Jana Husa 


Dalej w drogę . Ruszamy na Josefów . Po drodze spotykamy jednak pana , który gra na ulicy . Oboje z Emką lubimy muzykę wszelką , tak więc przystajemy i słuchamy


Moglibyśmy tak w nieskończoność . Pan nazywa się Vladimir Pinta i nie jest typem grajka co chce dorobić na piwo . On zdecydowanie wie co robi .


     Ruszamy jednak dalej w stronę Josefowa i pozostałości po praskich Żydach


Z mnogości synagog w tym praskim "Kazimierzu" dwie wywarły na mnie takie wrażenie , że jeżeli pozwolicie zatrzymam się przy nich dłużej. Pierwsza z nich to synagoga Staronowa . Tak naprawdę nie pozorna ale jeżeli wziąć pod uwagę że jej budowa zaczęła się w 1270 roku i stan w jakim znajduję się dzisiaj to naprawdę wielki szacunek dla budowniczych . Do Staronowej wchodzimy do środka. Była to moja pierwsza wizyta w synagodze . Bileterka przy drzwiach wręcza mi jarmułkę i nakazuje założyć przed wejściem . Trudno powiedzieć aby synagoga była jakoś pięknie zdobiona , nie mniej jednak warto wejść do środka .
     Pewnie większość z was słyszała o Golemie (nie Golumie :) ) , część może słyszała o rabinie Lowe . Dlaczego o nich wspominam . Dlatego , że to właśnie w trakcie budowy tej synagogi Low zbudował swojego pomocnika a następnie go unicestwił. Szczątki Golema leżą ponoć po dziś dzień na strychu synagogi.

     Jeszcze jedna synagoga na Josefowie . Tym razem Klausowa , jak dla mnie najpiękniejsza z tamtejszych budynków.




Trafiamy znowu pod Rudolfinum . To jeszcze krótka historia o tym jak Niemcy wkroczyli do Pragi . Gdy naziści zajęli to miasto nie mogli znieść faktu , że na dachu stoi wśród innych pomników pomnik Żyda Mendelssohna . Nie wiedzieli jednak który to , kazali więc zdjąć ten z największym nosem (wiadomo że Żydzi mają charakterystyczny nos) . Dopiero po zdjęciu owego pomnika okazało się , że to Wagner :D

     Teraz wybieramy się na Hradczany ale po drodze pogoda psuje się , zaczyna padać . Idziemy więc na obiad . Pora już obiadowa a przeczekamy deszcz w restauracji. Problem w tym że na podobny pomysł wpadło wielu innych turystów . W końcu w trzeciej z rzędu hospodzie znajdujemy miejsce . Zamawiamy więc obiad i piwo dla mnie a dla Emki lampkę wina . Zjedliśmy obiad trzeba przyznać smaczny i dostaliśmy rachunek na okrągłe 1000 Kc . Pan który nas obsługiwał doliczył sobie napiwek bagatela 300 Kc . No nic zapłaciliśmy i poszliśmy na Hradczany 
     Jeszcze przed wejściem na zamek rozlega się widok na Pragę 



     Wchodzimy więc i pierwsze co przykuwa nasze oczy to złota uliczka . Kupujemy bilety i wchodzimy zwiedzać uliczkę alchemików z malutkimi mieszkaniami  



Niestety do katedry św . Wita juz nie zdążyliśmy wejsć


Za to wchodzimy do kościoła św , Jerzego



     Wracamy na plac Wacława gdzie stoją stragany bożonarodzeniowe . Zjadamy kiełbasę na kolację (smakuje jak nasza ).




Posłuchaliśmy jeszcze indiańskiego zespołu grającego na fletni pana


Jeszcze raz wyruszamy na Malą Strane pod wzgórze Petrin , Niestety na miejscu okazuje się , że kolejka na Petrin już nie kursuje a nie mamy już sił żeby wejść tam na piechotę . Skoro jednak już tu jesteśmy to jeszcze słówko o "Murze Głodowym". W XIV w. cesarz Karol IV nakazał otoczyć wzgórze murem , którego jedynym celem jest to , żeby dać pracę Prażanom w czasie wielkiego głodu.

      Wsiadamy zatem do tramwaju i wracamy do hotelu





Jeszcze ostatnie tęskne zdjęcie Emki w trakcie przesiadki 


No i spać . Jutro wstajemy rano parę minut po 6 już wyjeżdżamy .
Wracamy do domu już bez przygód i tak kończy się kolejna wycieczka 
W głowie zostało mnóstwo obrazów i chęć powrotu . Wiele jeszcze nie widzieliśmy . Może kiedyś wrócimy do Pragi . A gdzie kolejna podróż ? Któż to wie ale na pewno się dowiecie co tam się zdarzyło gdy wrócimy 

piątek, 18 grudnia 2015

Praskie zoo

     W sobotę wstajemy rano . Emka odprawia swoje "gusła" i przed 8 jesteśmy już gotowi na podbój Pragi . Hotel ma zaprzyjaźnione bistro tuż za rogiem gdzie możemy zjeść śniadanie . Sel a Peper  bo tak nazywa się to bistro , serwuje szwedzki stół . Cena śniadania nie jest zbyt niska bo 110 koron ale zamiast szukać po całej Pradze to mamy kawę pod nosem . Przy okazji dowiedzieliśmy się co chciała od nas ta miła pani w recepcji wczoraj przy meldunku . Pani proponowała nam śniadanie , ale jako że byliśmy zmęczeni a nasza znajomość angielskiego jest raczej mocno średnia to po prostu mądrze pokiwaliśmy głowami i poszliśmy spać :) .
     Po śniadaniu na dworzec gdzie jak okazało się , piechotą mamy 15 minut. Metrem wyruszamy w kierunku Troi gdzie znajduje się praskie zoo . Bilet całodobowy na praską komunikacje to 110 koron . Jeżeli kiedyś byście się tam wybrali to naprawdę warto kupić ten bilet . Na stacji Nadrazi Holesovice przesiadamy się do autobusu , który zawozi nas pod bramę ogrodu zoologicznego .


     Bilet kosztuje 200 koron , 5 koron zapłaciliśmy za mapkę ale wszystkie ścieżki są świetnie opisane . Samo zoo jest ogromne a wybiegi tak duże , że zwierzęta czują się jak na wolności 





     Ogród wita nas pandą czerwoną . Zwierzątka były strasznie ruchliwe ale często wychodziły na wybieg i cieszyły nasze oczy . Dalej przeszliśmy do pawilonu dżungli indonezyjskiej tam szczególnie dwa zwierzęta przykuły moją uwagę , Były to orangutany i smoki z Komodo. 

smok z Komodo


Orangutany





Ostrzegam , że robienie zdjęć tam jest utrudnione przez ogromną wilgotność. 
     Orangutany schowały się przed nami w kartonach . Dopiero drugie podejście pozwoliło nam na zobaczenie tych urwisów . 
     Kolej na dalsze zwiedzanie spotykamy się z białym niedźwiedziem który się właśnie kąpał 

i drugim który wypoczywał

     Następny pokazał nam się kangur

Był bardzo ciekawski i zaraz podszedł do nas , chętnie pozował do zdjęć


     Za kangurami witają nas ogromne ptaki z Australii czyli emu 

     Zebra natomiast zajrzała tylko przez drzwi , widocznie było jej za zimno bo nie zaszczyciła nas swoją osobą w pełni

     No to my zajrzeliśmy do papug i na razie poszliśmy dalej . Wrócimy do nich jeszcze ale to dopiero jak inni nauczą nas jak je podglądać 


Za to podglądani kangurów poszło mi znakomicie chociaż całkowicie przypadkowo . Muszę się przyznać ,że jestem lekko ślepy bez okularów a do aparatu zdejmuje je bo mi wygodniej , dopiero jak spojrzę przez wizjer to widzę ostro co się dzieje , Pstryknąłem szybko fotkę bo już zbliżały się antylopy i dopiero wtedy ujrzałem ,że właśnie był produkowany mały kangurek :P


Antylopy natomiast podeszły do samego ogrodzenia i pocałowały się .


No i wróciliśmy do naszych papużek . Jak ja byłem zajęty robieniem zdjęć , Emka przyuważyła kogoś jak wchodzi na wybieg papug . Okazało się , że możemy wejść do środka . Świetny pomysł , można naprawdę z bliska przyjrzeć się tym ptakom. Zresztą do wielu ptaków można po prostu wejść tylko nie wolno zejść z wyznaczonych ścieżek . Tym razem to Emka przejęła aparat .




Zoo praskie mocno przyczyniło się do przetrwania konia Przewalskiego , można tam zobaczyć rodzinkę tych koni , co mnie jako miłośnika Bieszczad mocno ucieszyło.


wielbłąd


kot taki zwykły bezdomny przygarnięty przez zoo biega i łasi się do zwiedzających 


W tej części zoo znajdują się też wilki , które ja uwielbiam ale nie pozwoliły się sfotografować i żubry zarówno te nasze które już widzieliśmy w Gołuchowie jak i te będące pożywieniem Indian Północnoamerykańskich czyli bizony , ogromne i majestatyczne zwierzęta.

Trafiamy w końcu do słoni a dokładniej jednego , który pozostał na wybiegu . Warto jednak zwrócić uwagę na hinduskie świątynie tuż obok wybiegu słoni . Zarówno ta hinduistyczna 


jak i ta buddaistyczna wyglądały ślicznie 



kolejne antylopy


i coś co było opisane jako pies długouchy a przynajmniej ja sobie to tak przetłumaczyłem 


Hipopotam ukrył się przed nami ale żółwie za to pozowały przed aparatem




Jeszcze jakiś szczurek :D


paw


i wydra

 

Potem po obejściu połowy zoo czas coś zjeść . Wchodzimy do baru i miła niespodzianka ceny tak niskie że nie spotkacie takich w Polsce gwarantuje wam . Za niespełna 100 koron czyli około 15 zł jemy obiad nie wychodząc z zoo . Obiad smaczny a porcja naprawdę wielka . Gorzej z kawą bo ta kosztuje 45 koron ale raz się żyje .

Najedzeni i wypoczęci ruszamy na dalsze zwiedzani zoo . Kolejne zwierzęta , które cieszą nasz oczy to foki i pingwiny . Te pierwsze nie chętnie wypływały spod wody . Pingwiny za to oczekiwały na gości na swym wybiegu


Dalej napotykamy orły piękne i majestatyczne ptaki oraz kruki i sępy



i te cudowne flamingi 



Napotkaliśmy również gibony niestety te jak i wiele innych małp nie mogły wychodzić na wybieg (było za zimno )


W zoo jest także masa różnego rodzaju kaczek . Naszym celem stały się jednak krzyżówki





Emka upolowała także pieska preriowego . Ja stałem przy tym wybiegu chyba z 15 minut i mi nie chciał się pokazać .


Kolejnym naszym obiektem stało się terrarium ale obiektywnie muszę stwierdzić , że to mnie zawiodło uwielbiam gady  a tu zaledwie kilka węży i dwie jaszczurki .





Wreszcie trafiamy do goryli . To tu przeżyłem największy szok . Uwierzcie mi zaraz po wejściu spojrzałem na samca siedzącego w kącie , miał tak inteligentne spojrzenie i ludzkie zachowanie , że nie miałem śmiałości wyjąć aparatu . To Emka w końcu udokumentowała nasze spotkanie z tymi zwierzętami ale ona także nie zdecydowała się na sfotografowanie tego samca . Zgromadziło się wokół niego kilka osób a on zerkał na nich ewidentnie wstydząc się tego wszystkiego . Cała sytuacje nie przeszkadzała najmłodszemu osobnikowi , który pokazał dla nas swoje show . Skakał stukając w szybę i fikał koziołki (jak to dzieciak ) 



Następnie na naszej drodze stanęły duże koty.
Najszybszy kot czyli gepard

i piękny tygrys

Niestety lwy dopiero przybyły do zoo i zostały oddzielone od zwiedzających 

W tym samym budynku spotykamy także moje kochane gady 

I znowu ptaki , ale ten jest wyjątkowy to trzewikodziób . Strasznie dziwny ten ptak 

a to warzęcha różowa


zwierzęta górskie mają tu swoje wybiegi na wspaniałej skale




a to modniś żuraw stepowy


I jakiś kolejny dziwny ptak


Warto jeszcze wspomnieć o żółwiach olbrzymich czy gigantycznej salamandrze . Naprawdę zoo jest świetnym miejscem na dłuuuuuuuuuuugi spacer . A i jeszcze lemury które w lecie biegają po wybiegu na który można wejść i usiąść na ławeczce pomiędzy tymi zwierzętami
Gdy wychodziliśmy licznik odwiedzin wskazywał 1266 osób


Jeszcze ostatni rzut oka na praskie zoo i zmęczeni ale z żalem bo przecież nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego a napatrzeć się na to co widzieliśmy ani tyle 


Wracamy do centrum Pragi gdzie w lokalu u Balbina pijemy piwko jemy kolację i planujemy wieczór. Mnie osobiście urzekł klima tej restauracji na Novem Meśtie . 



Kolacja zjedzona plan ułożony i zatwierdzony wyruszamy więc na Stare Mesto
Nie tak szybko jednak . Gubimy się i zamiast zwiedzać zaczynamy szukać :D
Szybko jednak dajemy sobie spokój z szukaniem i cieszymy się nocnym spacerem po pięknej Pradze
Zaczynamy nasz spacer od Teatru Narodowego a dalej gdzie nas poniesie .


Tak więc trafiamy na most Legii skąd mamy piękny widok na oświetlone  Hradczany



 i dalej Mala Strana cudowna , cicha i urzekająca . Dochodzimy do wzgórza Petrina i jego muru głodowego ale o tym więcej jutro

Trafiamy w końcu na most Karola . Obowiązkowy punkt w Pradze , warto się tam przespacerować po zmroku .




Po przejściu na drugi brzeg Wełtawy stajemy się tak zmęczeni , że jedyne na co mamy siły to dojść do metra i wracać do hotelu . Przy hotelu nie umiemy sobie jednak odmówić przyjemności pójścia na czeskie piwo. Znalezienie jednak wolnego stolika to nie taka prosta sprawa . Trafiamy  do lokalu gdzie dosadzono nas do stolika innej pary. Wypijamy spokojnie piwo , rozmawiamy , podsumowujemy dzień i wracamy do hotelu . Jutro Praga na nowo nas przywita i zaskoczy ale to w kolejnej części 





Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...