sobota, 21 lutego 2015

Epilog czyli co robimy w ...

Więc wracamy . Autobus do Kalisza . Jesteśmy na stacji i co tu robić . Stacja w remoncie i przeniesiona do jakiejś takiej kanciapy a do pociągu 2 h .
A zaraz zaraz jest wcześniej pociąg do Łodzi , co daje nam 3 godziny w tym mieście .
O 20:00 jesteśmy już na stacji Łódź Kaliska a pociąg do Krakowa po 23:00
Ruszamy do miasta. Pani w sklepiku z prasą poleca Manufakturę o tej porze podobno tylko tam się coś dzieje.
Kupujemy bilety na autobus miejski i wyruszamy na przystanek.
Zaraz zaraz znamy linie ale w którą stronę jechać?
Młodzież na przystanku podpowiada nam kierunek . Wsiadamy do autobusu lini 99 i jedziemy .
Miało być przystanków pięć a przejechaliśmy już z dziesięć i nic nie widać. Jesteśmy gdzieś gdzie nawet ulice są słabo oświetlone . W końcu decydujemy się wysiąść z autobusu . Mamy jeszcze czas na powrót na stację no to spacerujemy jeszcze.
W końcu napotykamy wielkie oświetlone rondo i odchodzącą od niego oświetloną ulice.
W ten sposób przypadkiem jesteśmy na ... Piotrkowskiej :)
Często myślałem o tym żeby tam się kiedyś wybrać i jestem . Przez przypadek w sumie.
Szkoda że zdjęcia nie wyszły ale jedno wam pokaże

No ale czas wracać na stacje
pociąg nie zaczeka

Teraz już tylko przesiadka w Krakowie i wracamy do domu .
To znaczy ja . Niunia wraca do pracy . Dla niej był to istny maraton. Podziwiam ją za to .

KOCHANIE :*

I tak się to skończyło do zobaczenia po kolejnej naszej podróży .  

No to pora na Gołuchów cz.3

Wstajemy . W końcu wyspani , i uwaga wiadomość dnia : NIE MA PONIEDZIAŁKU

Rano kawa , śniadanie , spakować plecaki bo już tu nie wracamy i w drogę .
Mamy jeszcze godzinkę do autobusu  . Pojawia się plan : zdążymy do muzeum
Pracownicy muzeum przywitali nas bardzo miło pomimo tego , że jest dopiero minuta po otwarciu.
Zauważyłem , że pracownicy muzeów zazwyczaj są bardzo mili :)
Po zrzuceniu plecaków u pana w ochronie ruszamy oglądnąć ekspozycje

Kalisz był prawie doszczętnie spalony w trakcie pierwszej wojny światowej co jest podkreślane w tym mieście na każdym kroku .
 a i żyły tu mamuty



zobaczyliśmy też Calisie ale tylko na makiecie :P
Wizyta w muzeum zakończona i biegiem na autobus do Gołuchowa.

Tym razem wysiedliśmy na właściwym przystanku .
To co idziemy zobaczyć co jest do zobaczenia?
Pierwsze wejście do parku i odwrót . W celu siku w zimie trzeba do baru a bar za bramą , ale bar wspaniały .Ładny wystrój , pyszna kawa i ceny naprawdę zjadliwe .

Ale ... Przecież przyjechaliśmy tu zwiedzać a nie tylko siedzieć w barze . Więc z powrotem do parku .
Najpierw zamek w Gołuchowie
To wygląda naprawdę wspaniale . Do środka co pół godziny wpuszczają . No to czekamy .
Czekając nie stoimy jednak pod bramą . Jest jeszcze przecież jedyne w Polsce muzeum leśnictwa .
Więc tam ruszamy .
 Muzeum leśnictwa zajmuje pozostałe budynki na terenie parku . to Lasy Państwowe są właścicielem całego kompleksu ..
Muzeum posiada wspaniałą kolekcje sztuki powiązanej z leśnictwem ,  a także gatunki zagrożone jak chociażby ten oto wilk.

Po zwiedzeniu tego muzeum do zamku. 
Powiem jeszcze , że właścicielką zamku w Gołuchowie była m.in. Izabella Czartoryska. To ona zaczęła tworzyć zbiory w tym zamku. Niestety w czasie II WŚ Niemcy wywieźli dużą część zbiorów.
Warto jednak odwiedzić to miejsce , chociażby dla wspaniale zdobionych schodów.

Zamek posiada także wspaniałe krużganki 
Zwiedziliśmy już zamek , teraz pora na to co było podstawą naszego przyjazdu do Gołuchowa.
Wybraliśmy to miejsce nie ze względu na zamek Czartoryskich (Leszczyńskich jak kto woli ).
Nie za względu na muzeum leśnictwa ( o tym dowiedzieliśmy się na miejscu)
Nie ze względu na wspaniały park (przecież jest zima )
Ale ze względu na hodowle : 
daniela

dzika

konika polskiego

i majestatycznego króla puszczy
żubra


Warto spotkać się z nim chociażby hodowanym w niewoli . Jest piękny i ogromny :)

W drodze na autobus powrotny jeszcze rzut oka na park

i zamek


obiad w Restauracji Zamkowej (szczerze polecam to miejsce , to tam piliśmy kawę na  początku dnia )

i wracamy do domu 
to już koniec ?
może tak może nie
Zapraszam na epilog tego wyjazdu :)

środa, 11 lutego 2015

Jesteśmy w Kaliszu cz.2

Zacznijmy od tego , że za namową Emki tę część opowie Olewka .

No to do dzieła . Z tego co wiem to On skończył was zanudzać , na tym że wypiliśmy kawę . Pewnie nie wspomniał o tym ,że po całonocnej podróże mimo spania w przedziale byliśmy zmęczeni jak diabli a przez padający dość mocno śnieg przemoczeni i zmarznięci .

No ale kawa wypita to wyruszamy zobaczyć co do zaoferowania ma nam Kalisz.

Jest poniedziałek , przeklęty polski poniedziałek w dodatku zimowy . Nic wam to nie mówi , no to już tłumacze . Poniedziałek następuje po niedzieli ponieważ w niedziele wszystkie miejsca turystyczne są otwarte to w poniedziałek mają niedziele . Inaczej rzecz ujmując wszystko  jest pozamykane na cztery spusty .

Wszystko czyli także kościoły . Czy pracownicy kościołów też mają wolne za niedzielę ?
Spacerujemy i oglądamy fasady
Ratusz w Kaliszu
Twarze znanych Kaliszan czyli Asnyk Konopnicka Dąbrowska i ktoś jeszcze ale nie wiem kto
Baszta Dorotka
tył kościoła św. Józefa jedynego otwartego w Kaliszu cały dzień
Cerkiew w Kaliszu

O bar jak miło . Jestem uzależniony od kawy więc kolejna kawa dla mnie i próbujemy kartaczy.
Pysznie i tanio to tu zjemy obiad już to wiemy .
W końcu coś otwartego galeria sztuki i wystawa memów Marty Frej

Coś co było jedną z dwóch rzeczy dla których nie żałuje , że tam byłem .
Autorka komentuje polską rzeczywistość za pomocą memów . Magda też była
urzeczona wystawą.
Jest w końcu 12:00 o tej godzinie zaczyna się nasza doba hotelowa czy raczej hostelowa.
Nareszcie możemy się zameldować a co za tym idzie zagrzać i wziąć prysznic .
Hura!!!!
Po drodze wstępujemy jeszcze do muzeum w Kaliszu ale tylko w drzwi. Dlaczego ? Otóż jest  poniedziałek czyli niedziela dla wszystkich instytucji tego typu.
No dobra nocleg załatwiony . My odświeżeni . Ruszamy? Ale gdzie wszystko zamknięte.
Niunia dzwoni do teatru ale jest PONIEDZIAŁEK
Zanim się namyślimy zasypiam .
Budzę się po 15 to co idziemy na obiad ?
Idziemy . Zjadamy pyszną zupę  kalafiorową i drugie danie w zestawie danie dnia i megacenie 11 zł .
No i kawa .
Pojedzeni to wracamy pod nocleg bo z przystanku obok naszego hostelu odjeżdża autobus miejski , którym dostaniemy się w pobliże wykopalisk archeologicznych gdzie odbudowano część Calisi .Co prawda jest PONIEDZIAŁEK ale tu nic to nie zmienia bo tam i tak zamknięte do wiosny . Pooglądamy z zewnątrz chociaż i tak nie ma lepszych planów
po drodze jeszcze zdjęcie byłego banku
Jesteśmy na przystanku . Wsiadamy do autobusu i jedziemy . Mamy wysiąść koło kościoła na pewno go zauważymy . Tak tłumaczyła nam pani na noclegu. Jedziemy i wypatrujemy kościoła . Jest kościół . No to wysiadamy . Autobus odjeżdża . Zaraz zaraz myśmy tu już byli . No jasne jakieś 10 minut temu jedliśmy tu obiad .
Wysiedliśmy koło kościoła naturalnie tylko , że w Kaliszu jest więcej kościołów niż przystanków  a do naszego kościoła jest jeszcze jakieś 3 km a potem jeszcze jak się okazało jakieś 2 do osady a i tak nic nie zobaczymy . Ale pan który nam to tłumaczy wspomina o przejściu koło teatru.
Jest plan idziemy zobaczyć budynek teatru. Przypominam sobie fajne zdjęcie z przewodnika , właśnie tego teatru . No to już . Po drodze mijamy fajny budynek
i dochodzimy do teatru
jest już ciemno i fajnego zdjęcia nie będzie :(
Ale są łabędzie
i jest mostek przez Prosnę a z drugiej strony park i perspektywa z której zrobiono zdjęcie z przewodnika .
Przechodzimy jesteśmy w parku i widzimy teatr z miejsca gdzie było zrobione to zdjęcie .
Tyle że w dzień porządnym aparatem i przez fotografa.
Ale co mi tam spróbuje i ja .
Jak mawiała pani Ania moja polonistka z podstawówki : Próba nie strzelba :)
No to strzelam
i jest zdjęcie które mi się nawet nie śniło
To druga z tych rzeczy która uratowała ten dzień
Zdjęcie moim nieskromnym zdaniem lepsze niż to z przewodnika.

Wracamy do hostelu i spać jutro jedziemy do Gołuchowa





Jedziemy do Kalisza cz 1

Wyszedł wcześniej autobus miał być o 17:30 ale już o 17:00 był na stacji PKS w Leżajsku . Olewka zawsze wolał być wcześniej , bo różnie to bywa . Często było to przyczyną sprzeczek między nim i Emką . Tym razem jednak miał rację , autobus był 15 po zamiast wpół  . Już za chwile siedział w autobusie do Łańcuta . Tam odbierze Emke po pracy i dalej w drogę . Ledwo wsiadł do autobusu , śnieg rozpadał się na całego .
Po pół godzinie był już na miejscu .
Dwa plecaki jeden na plecach drugi z przodu . Ten drugi dalej zabierze Emka :) .
Ze stacji PKS do butiku Emki jest około 30 min na piechotę . Po drodze Olewka próbuje zrobić zdjęcia

Jeszcze kilka minut i dociera do Emki
Szybkie zakupy na podróż . Emka zamyka butik i mogą ruszać na autobus do Rzeszowa i dalej pociągiem do Kalisza.

Plecaki na plecy i w drogę . Wychodzą z butiku kilka minut po 19 . Na przystanku są 20 po ale ani jeden ani drugi z autobusów nie jedzie . Koniec wyjazdu na dziś bliski , na szczęście zatrzymują stopa i wraz ze studentem z Jarosławia ( dziękujemy ) i kotem jego dziewczyny docierają do Rzeszowa na pół godziny przed pociągiem .

W kasie biletowej pani zmienia im miejsce przesiadki z Kraków Płaszów na Tarnów. To się nawet dobrze składa , bo w ten sposób szybciej są w pociągu , który zabierze ich do Łodzi Kaliskiej .

Bilet zakupiony . Tak więc z Rzeszowa do Tarnowa w pociągu relacji Przemyśl/Zagórz-Gdynia i w Tarnowie przesiadka do pociągu relacji Zakopane-Gdynia . W drugim pociągu cały przedział mają dla siebie i mogą się wyspać .

Kilka minut przed 5 są w Łodzi a już 5 po 5 w pociągu do Kalisza. Kolejne dwie godziny mijają na drzemkach i w końcu cel podróży . Kalisz.

Są na stacji a trzeba się dostać do miasta . Na stacji ? No nie bardzo bo stacja w remoncie . Na szczęście tuż obok stacja PKS . Ta już po remoncie . Szybka poranna toaleta za 2.50 od łebka , ząbki umyte , twarz opłukana , mogą ruszać do miasta .

Kilka minut przed 8 są już w centrum . Olewka załatwia swoje papiery (dlatego wybraliśmy Kalisz) w ciągu kilku minut . Emka przypomniała sobie , że miała wysłać ważny list więc na pocztę . Ta była kilka metrów dalej . List nadany , więc pora na kawę :) . Ale gdzie? Jest może 15 po 8 wszystko pozamykane . Będą otwierać tak koło 10 . Na szczęście pan na poczcie podpowiada im , że być może kilka metrów dalej otwarta jest kafejka . Trafiają tam bez problemu cafe calisia . Kawiarenka niezwykle urokliwa z całkiem dobrą kawą i mufinkami .




Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...