piątek, 24 sierpnia 2018

Carcassonne z Krzyżem i Toporem czyli Szydłów i Ujazd

     Kolejny weekend przed nami. Szkoda spędzić go w domu. Piątek jak zwykle negocjujemy, gdzie tym razem. Tak więc tym razem wygrało moje zamiłowanie do zamkow. 
    Zaczynamy od świętokrzyskiego Carcassonne czyli Szydłowa 


     Szydłów był jednym z miast królewskich a mury obronne otaczające dzisiejszą wioskę to pozostałości po zamku wymurowanym na zlecenie Kazimierza Wielkiego w XIV wieku. Kiedyś miasteczko miało duże znaczenie, a dziś wioska pozostawiona samą sobie, pusto dookoła i smutno. Generalnie to byliśmy zawiedzeni tym, że jest tam tak ponuro, ale jednocześnie zadowoleni bo warto zobaczyć to na własne oczy. 

 Mijając mury widzimy kościół św. Władysława wymurowany również na zlecenie Kazimierza Wielkiego. 

Brama Krakowska
     Kolejnym punktem jakiego nie mogliśmy ominąć była synagoga i znajdujące się w niej muzeum judaistyczne, niestety okazało się że aktualnie jest w remoncie i nie możemy jej zobaczyć. Dowiedzieliśmy się, że obiekty z muzeum zostały przeniesione tymczasowo do muzeum znajdującego się na Placu Zamkowym. 
     Wchodząc na plac rzucają się nam w oczy niesamowite posągi drewniane Piastów i części Jagiellonów. Ogólnie patrząc to na terenie całej woski jest pełno świetnych rzeźb drewnianych. 
Muzeum w Szydłowie
     Kolejną rzeczą jaką widzimy jest Skarbczyk, powstał na skutek przebudowy dwóch baszt obronnych,  pełnił funkcje mieszkalne. Dziś pełni on funkcje muzeum i biblioteki. Oczywiście nie omieszkaliśmy tam wejść. W budynku znajduje się między innymi sala tortur oraz wystawa historyczna, geologiczna i archeologiczna




     

                                                     
Widok z murów obronnych na niewielką część Placu Zamkowego.

     I jeszcze jeden punkt  na placu to wcześniej wspomniane muzeum judaistyczne.  

Toira

Pozostałości macew
Pisma Święte i menory
 Na sam koniec Szydłowa zostawiliśmy deserek:) Przepiękny gotycki Kościół pw. Wszystkich Świętych, dziś pełni role kaplicy cmentarnej. 

 


W kościele znajduje się piękny ołtarz a dookoła otaczają go   zachwycające polichromie przedstawiające sceny Nowego Testamentu, między innymi znajduje się scena przedstawiająca "Siedem Radości Marii" .

Dookoła kościoła spotkaliśmy wszystkich apostołów. Powtarzające się w wiosce rzeźby drewniane zawitały i tu. Są już nie pierwszej młodości ale nadal fantastyczne








     
     
Teraz kolej na Ujazd i przepiękne ruiny zamku Krzyżtopór 



     Ruiny są bardzo dobrze zachowane, zamek w całej okazałości pozwala nam zobaczyć jaki był potężny w latach swojej świetności.

     Mała ciekawostka jak powstał zamek i jego nazwa:

     Krzysztof Ossoliński od 1619r. był właścicielem Iwaniska z Ujazdem. W związku z tym że był człowiekiem zamożnym, dobrze wykształconym i o wielkich ambicjach, postanowił zbudować siedzibę która wzbudzi podziw i przerośnie wszystkie budowle magnackie w Polsce. I tak oto na przestrzeni lat 1621r.-1644r. powstał Zamek Krzyżtopór, a nazwa jego wzięła się od imienia fundatora Krzysztofa Ossolińskiego i  herbu jego rodu w którym znajduje się topór, daje nam piękną nazwę Krzyżtopór.

To co opisałam jest niewielką cząstką całej historii o zamku.

 
Jeśli chodzi o zwiedzanie zamku to bardzo fajnie są wyznaczone trasy, a jest ich sześć. Każda trasa ma przypisany kolor: zielona to trasa zwiedzania bastionów, niebieska i granatowa trasa zwiedzania oficyny i pałacu, błękitna zwiedzanie źródła i ogrodów, żółta i czerwona to piwnice i piwnice dla tych ambitnych :) Że by spokojnie przejść wszystkie trasy to trzeba poświęcić minimum 2 godziny. 

     Zwiedzanie z dziećmi jak najbardziej TAK ! tylko wózek odpada :D Za to wyśmienicie sprawdzi się nosidło, a jak nie to nóżki :D

    Polecam obserwować co się dzieje na terenie Krzyżtoporu, jeśli ktoś szuka pomysłu na wolny czas, to sporo imprez jest tam organizowanych  koncerty, zabawy, turnieje rycerskie itp.



                    
Tymczasem My, idziemy dalej planować nasze podróże te małe a może i duże :)













niedziela, 5 sierpnia 2018

Pod Przemyślem czyli Bolestraszyce i wioska fantasy


Wróciliśmy z Mazur i już tęsknimy za kolejnymi nowymi miejscami.

Już dawno dawno temu planowaliśmy odwiedzić arboretum w Bolestraszycach, czas jednak uciekał a my planowaliśmy.

     Tym razem udało się plany wcielić w życie. Umówiliśmy się z Patrykiem i Izą na miejscu, zabraliśmy moją mamę i wraz z Julką ruszyliśmy Kropkiem (punto to kropka a my jeździmy puntem) w kierunku gąszczu roślin. Po drodze Kropek odmawia współpracy i postanawia odłączyć kierowcy wspomaganie kierownicy. My jednak niezłomnie przemy na przód. Po drodze spotykamy Patryka i Izę i już wspólnie docieramy do Arboretum.
     Arboretum istnieje od 1975 r. dlatego jego zbiory są ogromne a niektóre drzewa robią ogromne wrażenie. 


 Nie tylko drzewa ale i krzewy robią tu wrażenie












Dalej świat kwiatów, które pięknie wkomponowane w wolne miejsca powodują, że często zacienione i ciemne miejsce nabierają nowego koloru









Wujek Patryk w roli niańki sprawował się wyśmienicie.
My docieramy do przepięknych stawów, co prawda byliśmy o kilka tygodni za wcześnie bo lilie jeszcze nie rozkwitły, ale i tak jest pięknie


 tam odpoczywamy i przeprowadzamy rytuał karmienia i przebierania. Sami wstępujemy  do pobliskiej kawiarenki na mrożoną kawę. Sama kawa zadu nie urywa ale miła obsługa i inne specjały powodują, że warto tam zajrzeć na odpoczynek.

Nad wodą spotykamy też zwierzęta, są to żółwie wodne które postanowiły akurat tu zamieszkać.

Ale nie tylko żółwie prezentują się tu. Spotkaliśmy także pawie oraz inne ptaki. Tylko że, o ile pawie żyły o tyle bataliony i inni skrzydlaci przedstawiciele polskiego ptactwa stali wypchani na wystawie w pałacu.


Na koniec jeszcze zaprezentowała nam się zwinka która chyba nie istnieje w katalogach arboretum ale chętnie korzysta ze słońca na ichnich ławeczkach
 Julka jak widać bawiła się świetnie tak jak i my.











Takim obrazkiem kończy się nasz pobyt w Bolestraszycach

 
 Jeszcze jedna ważna rzecz gdybyście kiedyś się tam wybierali to sprawdźcie sobie na ich stronie co aktualnie kwitnie.

Już tydzień później ponownie trafiamy pod Przemyśl do wioski fanasy.
Tym razem już bez Patryka i Izy.

  W rolę niańki wciela się babcia.

Spodziewaliśmy się czegoś więcej po wiosce fantasy, tymczasem jest to kilka zabudowań i wierzba





  Julia na tronie



 Ponoć miejsce to ożywa kilka dni w roku dla ogółu a po za tym daję możliwość wynajęcia na imprezy dla dzieciaków. Wtedy w wiosce można spotkać elfa, niziołka lub krasnoluda. My nie mieliśmy tego szczęścia.

Jako fan Tolkiena i Sapkowskiego byłem zawiedziony brakiem jakichkolwiek postaci i jednocześnie zachwycony samym miejscem




Wracając na krótką chwilę zajrzeliśmy jeszcze do fortu Łętownia należącego do twierdzy Przemyśl


i tak spędziliśmy dwie niedziele pod Przemyślem.

DO ZOBACZENIA KOLEJNYM RAZEM

Olewka

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...