wtorek, 7 lipca 2020

U źródeł Wisły czyli szlak na Baranią Górę

Kolejny dzień zapowiada się ładnie a to w trakcie naszego wypadu nie było takie częste. Jeszcze w domu planując wyjazd zastanawialiśmy się nad Baranią Górą. Ca

ły czas mamy mieszane uczucia, szlak może nie zbyt trudny ale z Julką na plecach wydaje się dość długi. Julka przecież jeszcze nie przejdzie ani kroku na szlaku. Sylwek z Ulą czyli nasi przyjaciele z kanału Znane i nieznane  postanawiają iść do źródeł Wisły. My także postanawiamy spróbować. W końcu cóż nam zależy spróbować, szlak nie jest jednokierunkowy i zawsze można zawrócić.
     Decyzja podjęta wyruszamy więc wszyscy do Wisły Czarne gdzie na parkingu zostawiamy samochód. parking płatny ale koszt to tylko 5 zł za dobę w dodatku pieniądze idą na lokalne OSP bo to oni opiekują się tym parkingiem.
     Zaczynamy czarnym szlakiem wzdłuż Czarnej Wisełki. Szlak początkowo prowadzi po drodze asfaltowej. Zawsze źle znoszę spacery asfaltem, ale tu ciągły szum strumyka i piękne widoki na młodą jeszcze Wisłę sprawiają że zapominam o asfalcie.


Wciąż szumi a my co chwilę przystajemy aby podziwiać kolejne progi i małe wodospady. 
Asfalt się kończy i zaczyna się szlak i problemy. Moja kondycja nie jest najlepsza. Pomimo tego że staramy się często jak to możliwe być w górach to jednak nadwaga i coraz cięższa Julka na plecach dość szybko dają się we znaki.
     W końcu podejmuję decyzję, że wracamy. Muszę chwilę odpocząć bo kryzys okropny i wracamy na parking. Przyjaciele idą dalej a my niestety na dół.
Jednak po krótkim odpoczynku i śniadaniu siły wracają. No dobra zawsze można zawrócić wyżej. Krok po kroku brniemy więc pod górę.
Dochodzimy w końcu do miejsca gdzie rozlega się wspaniała panorama. Zachwyceni i o dziwo mniej zmęczeni niż na początku odpoczywamy chwilę i podziwiamy widoki.
Przychodzi SMS "Uwaga połacie śniegu, ślisko, sypki śnieg wyjeżdża z pod butów". Sylwek zdaje relacje ze szlaku a my wiemy na co się nastawić. 


     Kolejny problem i znowu decyzja na dół czy do góry. Dochodzimy do wniosku że jeszcze możemy do góry. Dojdziemy do tego śniegu to zobaczymy co dalej. Łachy śniegu zaczynają się kilkadziesiąt metrów dalej. Kilka pierwszych udaje się obejść. Jednak kolejna jest na tyle duża, że musimy już przejść po niej. Pierwszy nieśmiały krok na śniegu. Okazało się, że śnieg jest już udeptany i dość stabilny. Udało się idziemy dalej. Co chwilę Magda zagaduje i zabawia Julkę żeby nie budziła się w nosidle. 
 W końcu docieramy na szczyt i odnajdujemy naszych przyjaciół.  
     Na szczycie szybki posiłek. Julką od razu pędzi do innych dzieci pobawić się a my możemy podelektować się widokami.
     Jeszcze wspólne zdjęcie na szczycie i pora wracać na dół. 



     Wracamy wzdłuż Białej Wisły z drugiej strony szczytu. Szlak jest zdaje się prostszy ale może dlatego że schodzimy. Jest też mniej ciekawy, ale mając za sobą podejście i Julkę na plecach cieszę się że jest prosto. 
    Chwila przerwy w schronisku, obowiązkowy zakup magnesu i przypinki, i dalej w drogę na dół. Zaczyna się coraz bardziej chmurzyć, więc nie ma na co czekać. Znowu dochodzimy do asfaltu. Jeszcze kilka kilometrów po asfalcie ale z pięknie szumiącą Wisełką u boku. Wracamy na parking. Tam już padnięty ale dumny że daliśmy rady. Sylwka czeka jeszcze droga do samochodu. Ja nie mam już sił aby mu towarzyszyć. Po chwili już wszyscy wsiadamy do samochodu i wracamy do Bielska. Tak kończy się weekend majowy AD 2019.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...