wtorek, 4 września 2018

Bieszczadzkie anioły prawosławne czyli cerkiew w Smolniku i cerkwisko w Wołosatem

     Tak więc nadszedł ten dzień gdy Julka pojechała pierwszy raz w Bieszczad. Co prawda nie ku biesom i czadom na połoninach i szczytach ale ku aniołom w cerkwiach. My już stęskniliśmy się za szlakami ale wciąż baliśmy się wyruszyć na nie z Julką ( co nie długo się zmieni ), dlatego postanowiliśmy chociaż z dołu spojrzeć na wymarzone szczyty, nasycić wzrok widokiem Tarnicy i połonin. Na koniec zajechać do pani Stasi, ale po kolei.   
     Pogoda rano była dość niepewna, dlatego zastanawialiśmy się czy w ogóle gdzieś się wybierać. Chęć podróży wygrała jednak z obawą, że deszcz pokrzyżuje nam plany. Zabieramy moją mamę i ruszamy w Bieszczady. Droga dzięki nawigacji z map google była bardzo urozmaicona. Poprowadziła nas ona nawet ścieżką rowerową. 
  

   Dojeżdżamy w końcu do pasma Otrytu, to tu jest granica między Bieszczadami a górami Sanocko-Turczańskimi. Tuż za Lutowiskami zatrzymujemy się na tarasie widokowym i po raz kolejny cieszymy oczy tymi pięknymi górami. Dla nas jednak to nie tylko piękno gór ale i masa wspomnień. 


    
 Pierwszy raz w Bieszczady pojechałem 22 lata temu i od razu zakochałem się w tych górach. Później wracałem tam niemal co roku. Tam wyjeżdżaliśmy z przyjaciółmi i tam doskonale się bawiliśmy a teraz wracam w te same góry aby bieszczadzkie anioły poznały naszą córkę. 


Babcia z wnuczką





     Widok wspaniały ale na nas czekają inne atrakcje.

Do cerkwi w Smolniku dojeżdża się prawie polną drogą. 



     Dojazd do cerkwi utrudniły nam kozy które gromadnie postanowiły się przespacerować drogą. My jednak jak to my, zwietrzyliśmy szansę na fajne foty.
W końcu dotarliśmy do cerkwi. Piękna drewniana świątynia i pozostałości cmentarza wspaniale komponują się w bieszczadzki krajobraz.

Obecną cerkiew wybudowano pod koniec XVIII w. Piszę obecną bo cerkiew istniała w Smolniku od XVI w. jednak jak to bywało w tych czasach kilkukrotnie spłonęła.
Ta cerkiew też nie miała łatwo na przestrzeni wieków. Do 1951 r. cerkiew pełniła swoją rolę, ale po podpisaniu umowy pomiędzy PRL i ZSRR Smolnik wraca do Polski. Ludność obrządku greckiego została wywieziona ze Smolnika a świątynia zaczyna upadać.
Nie mająca opiekuna cerkiew jest dewastowana i grabiona, w tym czasie zostaje zniszczony przepiękny ikonostats a sama cerkiew staje się magazynem.


Jednak w latach 70 cerkiew staje się własnością parafii w Lutowiskach i pomimo że wewnątrze cerkwi nigdy nie zostaje przywrócone do stanu pierwotnego to sama cerkiew nadal istnieje.
Dlatego dziś możemy oglądać jedną z trzech istniejących w Polsce cerkiew w typie bojkowskim.
UNESCO w 2013 roku wpisuje ją na listę dziedzictwa światowego.



Ze Smolnika przenosimy się do Wolosatego. To wioska która przed II WŚ miała około 1000 mieszkańców, natomiast po wysiedleniu Bojków zostało zaledwie kilka zamieszkałych domów w roku 1991 mieszkało tam zaledwie 19 osób. Teraz liczba mieszkańców powoli wzrasta.

To tu zaczyna się szlak na Tarnicę i Główny Szlak Beskidzki.

My jednak przyjechaliśmy tu aby obejrzeć cerkwisko.
W 1947r. cerkiew została spalona i pozostała po niej podmurówka oraz pozostałości przy cerkiewnego cmentarza.
To miejsce ma dla mnie pewną magię , tam czuje się historię niemal namacalnie. 





Cmentarz na cerkwisku w Wolosatem

   
      Magda z Julką w Wołosatem

     Po wizycie na cerkwisku jedziemy na obiad do pani Stasi czyli do campingu Górna Wetlinka. Jesteśmy tu nie pierwszy raz. To tu odbywały się pierwsze Bieszczadzkie Anioły organizowane przez SDM. To tu także nocowaliśmy nie raz i kilka razy właścicielka uratowała nam tyłek dając nocleg w ostatniej chwili.
     Dzisiaj jednak wpadliśmy tylko na obiad. Pani Stasia robi chyba jako jedyna knysze czyli coś w rodzaju pączków z ziemniakami i serem. Palce lizać, do tego dobraliśmy żurek a Julka dostała cieplutki rosół z makaronem.



I tak najedzeni i z pięknym zachodem słońca wracamy z naszych wojaży.

Ten wpis chciałbym dedykować kumplom z którymi bawiłem się nie raz w Bieszczadzie i mam nadzieję jeszcze nie raz spotkamy się U Studni 

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...