Do Rzeszowa odwozi nas Papryk, nauczeni wyjazdem do Pragi wolimy nie korzystać z usług lokalnego PKS. W Rzeszowie przesiadamy się na kolej. Pociągi od zawsze były moim ulubionym środkiem transportu, one zawsze zbliżały ludzi. Tym razem trafiamy na coś co przechodzi już do historii, wagony z przedziałami. Tak więc wyruszamy: ja, Emka i dwie dziewczyny w drodze do koleżanki. Pamiętacie scenę jak Adaś Miauczyński jechał pociągiem? Miałem wrażenie, że ktoś mnie do niego wsadził
Najlepsze hasło naszej koleżanki: "Mam psa, który wygląda jak wielki mały niedźwiedź".
Dojeżdżamy jednak do Krakowa i szukamy busa na lotnisko. Poszło nam to dość zgrabnie i za 20 minut już byliśmy w busie. Na miejscu byliśmy 3h przed odlotem. Mamy czas jeszcze na kawę i "przepysznego burgera" bo jaki miałby być za 27 zł.
Ja już cały w nerwach bo to mój pierwszy lot a tu jeszcze bagaż podręczny za duży o kilka centymetrów. Emka miała mnie już dość, jestem ponoć strasznie nieznośny jak się czymś denerwuję. W końcu możemy nadać bagaże i okazuje się, że te kilka cm w bagażu podręcznym to pestka. Pani która odbierała bagaże rejestrowane wręcz wyśmiała moje obawy. :D. Teraz kontrola, wszystko włącznie z butami poszło w koszyki. Bagaże podręczne też trzeba pootwierać bo mamy w nich laptopa i aparaty. Wreszcie przechodzimy bramki ochrony, ubieram buty pakujemy sprzęt i idziemy czekać na samolot. Ja na szczęście mam książkę dzięki której mniej się denerwuję i nie myślę o papierosach. Po 40 min. możemy wsiąść na pokład. Zaraz po zajęciu miejsca zajmuję się znowu lekturą.
Wreszcie startujemy. Mój żołądek dość szybko styka się z przełykiem. Szybko jednak zatkane uszy i nieznośne uczucie w trzewiach rekompensuje widok Śląska z lotu ptaka i to po zmroku. Przypomina to trochę neurony.
Lot trwa 1.5 h i lądujemy w Bari . Jeszcze odebrać bagaże i Apulia stoi przed nami otworem.
Czekamy na Śwagierke z którą spotkaliśmy się już w Warszawie. To ona i jej mieszkanie będzie nas gościć przez najbliższe 2 tygodnie. Przyjeżdżają i odbierają nas wraz z Kierowcą. Zmęczeni całodzienną podróżą trafiamy wreszcie do Alberobello, symbolu Apulii i naszego domu na ten wyjazd. Kierowca obwozi nas jeszcze szybko po miasteczku i wita na miejscu.
Dojechaliśmy do celu ale my nie skończyliśmy podróżować a wręcz przeciwnie my dopiero zaczynamy naszą podróżować po Apulii. Dziś jednak siostry nie mogą się sobą nacieszyć, nie widziały się kilka miesięcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz