piątek, 13 kwietnia 2018

Spacerkiem po okolicy czyli Julia w Julinie

     Po zimnych świętach przyszedł piękny weekend. Żal byłoby zostać w bloku przy takim pięknym słoneczku na zewnątrz. Zastanawiamy się więc gdzie na ten spacer. Decyzja pada na pałacyk Julin.

    Kiedy byłem tam ostatnio, kilka lat temu to dookoła były tylko krzaki. Tym razem gdy dojechaliśmy na miejsce, czekała na nas niespodzianka. Dzięki poprowadzonej tędy ścieżce rowerowej GreenVelo powstało miejsce parkingowe i grzybek.
    Na miejscu zadajemy sobie pytanie czy wejdziemy w ogóle do parku. Zostawiamy Punto na parkingu i zanim wyjmiemy Julkę i wypuścimy Józka (naszego psa)  z samochodu idę zrobić mały rekonesans. Na tablicy przy wejściu widzę napis "wejście 1 zł" ale na furtce wisi jakaś kartka. Byłem już przekonany, że to pewnie zakaz wchodzenia a tu czeka na nas miła niespodzianka.
Kartka oznajmia nam że wejście jest za darmo.

     Wracam więc z dobrą nowiną do Emki, zakładam na siebie nosidło z Julką a Emka zapina Józka do smyczy i ruszamy do parku.
Tuż przy wejściu na plac stoi "dyrektorówka" czyli budynek dla służby


a dalej Pałac letni zwany myśliwskim

     
i kuchnia wraz z lodownią

     Zespół pałacowy ukończono w 1880 roku, został on wybudowany przez Alfreda Józefa Potockiego, drugiego ordynata łańcuckiego. Sam pałac wybudowany w stylu szwajcarsko-tyrolskim z drzewa sosnowego, jodłowego i świerkowego. W 1923 roku doprowadzono tu wodociąg a dwa lata później zbudowano elektrownię w ten sposób stał się on pierwszym obiektem w okolicy, w którym zamiast świec zapłonęły żarówki.  W czasie PRL-u był tu oblegany ośrodek kolonijny przechodzący z rąk do rąk kolejnych zakładów, ale zadbany i remontowany. Po upadku starego systemu pałac zaczął popadać powoli ale systematycznie w ruinę, zarastał krzakami, nie koszono trawy a basen i korty tenisowe wybudowane dla potrzeb koloni nie nadawały się do użytku. W 1996 roku kompleks został przekazany muzeum zamku w Łańcucie, co przez lata w żaden sposób nie poprawiło jego  sytuacji. Teraz jednak zastaliśmy tam gospodarza, który właśnie zabierał się za sprzątanie liści, woda z basenu została wypompowana a park znowu przypomina park.  







     Zadowoleni z takiego stanu rzeczy i pogody musieliśmy jednak wracać bo nadchodziła pora karmienia.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...