Nasz szlak zaczynał się w Białej Wodzie tuż za Szczawnicą
Ruszamy więc na ostatni szczyt w trakcie tego wyjazdu . Radziejowa jest najwyższym szczytem Beskidu Sądeckiego . Jego wysokość to 1266 m n.p.m. Pogoda nam dzisiaj nie sprzyja zbytnio , Już na starcie około 10 mamy w słońcu 30 stopni . Byłem przekonany , że skoro Turbacz (1310 m n.p.m.) poszedł tak gładko , to Radziejowa też nie będzie stawiać oporu.
Zaparkowaliśmy samochód i ruszamy . Tak naprawdę to startujemy z Pienin . Znowu płynie strumień . Miałem w trakcie wypadu jazdę na dobre zdjęcie wody , chociaż żadne dobre nie wyszło to pochwale się tym co wyszło .
Szlak wita nas skałą bazaltową
Skała bazaltowa
Skała ta jest pochodzenia wulkanicznego .
Ruszamy dalej i napotykamy na stado owiec
De Riff i Lula postanowili popędzić stado w górę stoku :)
Tyle ich widzieliśmy . Popędzili tak , że na szczycie czekali na nas godzinę . Ja z Emką człapaliśmy dalej sami. Stara zasada zawsze sprawdza się w górach , każdy idzie swoim tempem i spotykamy się na szczycie .
Jeszcze przed wejściem w las ukazały nam się Tatry .
Im wyżej tym piękniejsze .
Widoki przepiękne , ale temperatura i stromizny wylewają z nas kolejne litry potu . Aby uzmysłowić wam jak wyglądaliśmy na skraju lasu (a to początek szlaku i jeszcze nie było tak stromo), muszę wspomnieć o uwagach pewnego kolegi który ponoć dużo czasu spędza na szlakach.
Stwierdził on , że czeka nas 5 godzin marszu w jedną stronę i tyle samo powrotu . Wspominał o wyłomach i wydłużeniu szlaku . Trochę mnie przestraszył prawdę powiedziawszy a Emka już tylko o tym myślała i o tym , że nie dojdziemy . Poszliśmy dalej . Obróciłem to wszystko w żart przed Emką ale sam się trochę obawiałem . Największy problem sprawiała woda . Jest ciężka , więc dużo jej nie można zabrać a mocno potrzebna przy takim słońcu .
Idziemy jednak i podziwiamy widoki . temperatura w słońcu sięga pewnie 40 stopni . W lesie co prawda mamy cień , ale powietrze stoi w miejscu nawet najmniejszego ruchu wiatru. Aparat tylko zwisa na mojej szyi nie mam ochoty robić zdjęć .
Usiedliśmy odpocząć , ja zapaliłem papierosa i kolejna rozmowa z przygodnie napotkaną grupą . Okazało się , że jedną z tych osób jest Tomasz Lukas przewodnik górski. Polecił nam Diadem Gór Polski a co ważniejsze uspokoił Emkę . Czekało nas ostatnie podejście . Najtrudniejsze ostatnie podejście już pod Radziejową . Jeszcze go nie widzieliśmy . Pan Tomasz naopowiadał Emce , że to bułka z masłem . Powiedział , że podejście pod Radziejową jest łatwiejsze niż pierwsze podejście na szlaku na Mogielice . Wiedziałem , że to blef ale wiedziałem też , że Emce będzie się szło łatwiej. Nawet nie wspomniałem , że my nie byliśmy na tym podejściu na Mogielice bo jak niektórzy pewnie wiedzą my nie szliśmy tym szlakiem tylko trasą narciarską .
Przerwa skończona ruszamy , więc na ostatnie wzniesienie dzisiaj.
Wyłomy są , jak to mówił kolega na dole ale szlaki nie zmienione . Tylko widoki dużo ładniejsze. Wspinamy się więc pod ostatnia stromiznę . Dyszymy gorzej niż parowozy . To tylko 800 m ale zabiera resztki sił.
W końcu docieramy na szczyt . Lula i de Riff już wypoczęci czekają na nas.
de Riff odrobinę zacietrzewiony oczekiwaniem
Odpoczynek , sesja dokumentująca nasz wyczyn
Lula i de Riff
Emka
Olewka
Wracamy więc na dół . Emocje i siły opadły . Docieramy do naszego samochodu . Po drodze zjadamy obiad w Szczawnicy i na nocleg.
Wieczorne wspominki i piwo . Rano kończymy nasz wypad . Wracamy do domu
Do zobaczenia na następnym wypadzie .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz