niedziela, 16 lipca 2017

Dwa tygodnie w Apulii - Jeszcze do Basilicaty i wracamy


     To już ostatnie dni  we Włoszech. Czwartkowy poranek zaczął się od przykrej niespodzianki. Kawa którą zakupiliśmy z Emką dzień wcześniej okazała się kawą bezkofeinową. My Kolejny dzień zwiedzania zaczynaliśmy o godzinie 6:00 rano, więc pozostało nam wypić kawę bez kofeiny i liczyć na postój w kafejce. Znudzeni już kościołami i miastami wykorzystaliśmy okazje wyjazdu na łono natury, pojechaliśmy na pogranicza Apulii i Basilicaty, gdzie pełni zachwytu mogliśmy pospacerować po włoskich "Bieszczadach", do tej pory nie wiem jak naprawdę nazywają się te góry , jednak zauroczyły nas ogromnie.





     Byliśmy niezmiernie zdziwieni tym że w tak pięknym miejscu nie spotkaliśmy nikogo oprócz nas.




     
     Jedyne żywe istoty jakie stanęły na naszej drodze to stadko cudownych koni, które pasły się na stoku, zwierzęta chodź oswojone nie pozwoliły zbyt blisko do siebie podejść.



     Oprócz pięknych widoków był jeszcze jeden plus tej wyprawy, Pewni tego że nie znajdziemy żadnego sklepu na naszej drodze zabraliśmy prowiant ze sobą i nie musieliśmy się przejmować włoskim riposo czyli popularną sjestą. Po zjedzeniu kanapek wyruszyliśmy w dalszą drogę. Prowadziła nas ona pośród kolejnych wspaniałych wzgórz i pozwalała na cieszenie oczu wspaniałymi widokami. Aparat aż grzał się abyście mogli chociaż odrobinę mogli z nami zachwycać się pięknem tych gór. My ponad pół roku po pobycie tam wciąż wracamy pamięcią do tego miejsca.












     
     Zmęczeni ale szczęśliwi dotarliśmy do mieszkania i tak skończyliśmy nasz kolejny dzień. Trudno się pisze o takim dniu, bo nie wiele można napisać. To trzeba zobaczyć i cieszyć oczy tymi widokami.
     Kolejny dzień spędziliśmy na słodkim leniuchowaniu i odwiedzaniu znajomych Emki z poprzednich jej pobytów w Alberobello.
    Nadeszła jednak sobota i nasz wyjazd miał się kończyć. Wstałem rano aby ostatni raz obejść uliczki z trullami i ostatni raz poczuć magię tych wspaniałych domków.








     
     Około południa wyruszamy po raz ostatni ze stacji Alberobello. Tym razem do Bari. Miał to być ostatni punkt naszej podróży. W Bari mieliśmy zostawić bagaż w przechowalni i wyruszyć na miasto. Na miejscu jednak okazało się, że nic nie zobaczymy. Przechowalnia bagażu była nie czynna, jej pracownicy strajkowali a my zostaliśmy z walizkami. Po kilku próbach zostawienia bagażu w sklepie lub barze na stacji daliśmy sobie spokój i obiecaliśmy wrócić tu kiedyś aby nadrobić Bari.
     Cóż było robić, pojechaliśmy na lotnisko. Tam udało nam się zwiedzić jeszcze wystawę mechanizmów wg. projektów Michała Anioła.
   


     Odprawa i lot do Katowic. W Katowicach na lotnisku byliśmy kilka minut po północy.
Dalej busem do Krakowa, następnym do Rzeszowa i autobusem do Leżajska.

Tak kończą się nasze Dwa tygodnie w Apulli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...