Wiele spraw nałożyło się ostatnio i czasu brakowało na wszystko, dlatego nie pisaliśmy nic. Czas jednak wrócić do Apulii.
Jest środa 9 listopada, zrywamy się rano i wyruszamy koleją do Noci. Noci jednak nie jest celem naszej podróży. Tu jesteśmy umówieni z Marią i jej mężem czyli kolejnymi dobrymi ludźmi którzy umożliwili nam zwiedzenie więcej niż na początku planowaliśmy.
W Noci spotykamy się z Marią i jej niedowidzącym mężem, oboje są ogromnie sympatyczni, i wyruszamy, po raz kolejny opuszczając Apulię, do San Giovanni Rotondo w regionie Foggia na półwyspie Gargano.
Gargano to zupełnie inna historia i już jest wpisana w nasze plany podróżnicze. Wróćmy jednak do tego wyjazdu, dzień był pochmurny i deszczowy a przed nami około 250 km w jedną stronę. Po drodze jednak widoki które zostają w pamięci, góry i morze, do tego niskie chmury. Jeszcze dzisiaj kilka miesięcy po podróży widzę to wszystko.
Nasz dzień i atrakcje dopiero się zaczynają. Docieramy do San Marco in Lamis, deszcz nie odpuszcza, więc szybko uciekamy do klasztoru franciszkanów. Tam zwiedzamy sanktuarium św. Mateusza Apostoła w którym są jakieś relikwie ( do tej pory nie wiem czyje). Tam też od Marii dowiadujemy się, że według włoskiej tradycji gdy przeżegnasz się wychodząc z kościoła, to wynosisz ze sobą modlitwy.
Kolejny punkt programu to San Giovanni Rotondo. Miejsce ściśle związane z Ojcem Pio mistykiem, stygmatykiem i zakonnikiem z zakonu Braci Mniejszych Kapucynów.
Nagle znajdujemy się w wyłożonej złotymi płatkami kaplicy a dookoła sklepiki z dewocjonaliami. Coś mi się tu bardzo nie składało ale kim jestem aby negować pomysły na uczczenie Ojca Pio i przy okazji zarobienia kilku tysięcy euro
Po mszy i obiedzie w More wyjeżdżamy do Monte Sant`Angelo. Miasteczka położonego na szczycie góry o tej samej nazwie. Po drodze kolejne nie zapomniane widoki a na miejscu kościół św Michała Archanioła. Z zewnątrz fasada nie wiele różniła się od innych we Włoszech.
gdy jednak weszliśmy do środka to zamiast nawy znaleźliśmy schody na dół.
Gdy jednak weszliśmy do środka to zamiast nawy znaleźliśmy schody na dół. Gdy zeszliśmy tymi schodami trafiliśmy do groty. W kaplicy w grocie właśnie odbywała się msza dla pielgrzymki z Polski.
Następnie do kościoła Marii Magdaleny, jednego z wielu kościołów w Monte Sant`Angelo,
Obeszliśmy miasteczko dookoła i wyjechaliśmy do ostatniego miasta na naszej dzisiejszej trasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz