Minęło kilka miesięcy od ostatniego wyjazdu, odbył się nasz ślub i już siedzieliśmy niespokojnie. Szybko, więc wykorzystaliśmy okazję na choćby krótki wypad.
Tym razem to łańcucki zamek miał zostać przez nas nawiedzony. Wraz z Emką i jej mamą udaliśmy się do łańcuckiej storczykarni, aby obejrzeć rośliny owadożerne.
Po odstaniu w kolejce, weszliśmy i naszym oczom ukazały się owe rośliny.
Niestety kolejka na zewnątrz nie znikała nagle wewnątrz dość wąskiej storczykarni. Dlatego popychani z tyłu szybko obeszliśmy wystawę. Zrobiłem jednak kilka zdjęć i zdążyłem zachwycić się kilkoma z roślin. Kupiliśmy nawet dzbanecznik, który do dziś pięknie nam uschnął.
Po obejściu storczykarni udaliśmy się do parku i zaczęliśmy planować dalszą część dnia.
Byłem w łańcuckim zamku rok temu, pozostawiłem wybór paniom. Sam w tym czasie polowałem na ptaki.
Panie postanowiły odwiedzić zamek i pozostałe posiadłości.
Ja tylko odwiedziłem drugie nie dawno oddane piętro.
Ale na razie czekamy w holu.
Drugie piętro prezentuje się wspaniale. Niestety światło jest tak słabe, że większość zdjęć nie wyszła. Jednak to coś co warto było zobaczyć.
Gdy dziewczyny poszły oglądać pierwsze piętro, ja postanowiłem pofotografować.
Dalej wybraliśmy się do ogrodu różanego. Nie było kwitnących róż ale ślicznie kwitły maki.
Dziewczyny poszły jeszcze odwiedzić stajnie i powozownie, ja zaglądnąłem tylko przez otwarte drzwi.
Na końcu odwiedziliśmy zbiór ikon. Przepiękne i magiczne miejsce, zdjęcia niestety nie wyszły ale to daje wam możliwość odwiedzenia tego miejsca i zweryfikowania mojego zachwytu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz