Minęły dwa tygodnie od wyjazdu do Łańcuta a my już byliśmy spakowani na kolejny wyjazd. Tym razem postanowiliśmy pojechać do Czarnorzek. To tam, kilka kilometrów od Krosna, zaczyna się szlak po rezerwacie Prządki.
Wstajemy więc rano i w drogę. Tym razem pojechała z nami moja mama. Już w drodze do Rzeszowa zaczęło mżawić. Zaczęliśmy się nawet zastanawiać czy nie zmienić planów i nie pojechać do Sanoka obejrzeć zbiory prac Beksińskiego. Ostatecznie stanęło na tym, że jednak do Prządek.
Wysiadamy w Czarnorzekach i deszcz przestaje padać. My natomiast zaczynamy szukać początku szlaku.
Już na drodze najwyższe skały pokazują nam swoje "oblicze".
Stanęliśmy więc przed kościołem Przemienienia Pańskiego czyli dawną cerkwią greckokatolicką pw. św. Dimitra. Tu postanowiliśmy zjeść śniadanie
i w drogę
do rezerwatu Prządki.
Spotykamy pierwsze ostańce skalne, które już robią wrażenie a są one raczej nieduże w porównaniu do tego co będzie nam dane widzieć.
Rezerwat ma swoją nazwę pochodzącą od legendy. Głosi ona, że na wzgórzu w kamień zostały zaklęte prządki lnu, za karę za to że przędły w dzień świąteczny.
Skały mają fantastyczne kształty i cieszą nasze oczy.
Dochodzimy do końca rezerwatu, ale to nie koniec naszej wycieczki.
Dalej po chwili odpoczynku wybieramy się do zamku Kamieniec.
Czerwonym szlakiem doszliśmy do tegoż zamku czy raczej jego ruin. O zamku tym ponoć Aleksander hrabia Fredro napisał Zemstę.
Zaczynamy od zbiorów zamku.
Dalej rzut oka na sam zamek.
Chwila odpoczynku i wracamy do Czarnorzek na autobus
My wracamy, deszcz znowu zaczął wracać a wy możecie jeszcze obejrzeć filmiki z naszego wyjazdu
My za chwilę do Krakowa a potem długo długo nic, ale o tym kolejnym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz