sobota, 24 listopada 2018

Sandomierz to nie tylko Świat Ojca Mateusza

       Wyjazd do Sandomierza stał pod dużym znakiem zapytania, już z rana było pochmurno pomimo tego że zapowiadali słoneczny dzień. Pojawiło się pytanie  jechać? cz nie jechać? Jednak jedziemy. Odbieramy mamę, dla której była to niespodzianka gdzie się wybieramy. Dzień świetnie się zaczyna:) Aż tu nagle złapałam mandat i to mój pierwszy mandat za kierownicą. Chmury na niebie coraz czarniejsze :) Dojechaliśmy do Sandomierza, niebo niebieskie co nam poprawiło humory. Pojawił się następny problem, gdzie zaparkować samochód? To dopiero było wyzwanie, w końcu się udało. Idziemy w miasto ! :)
   Sandomierz to miasteczko które jednym kojarzy się z serialem "Ojciec Mateusz", a drugim z wizytą Papieża Jana Pawła II, a my przyjechaliśmy tu, bo jest to jedno z najpiękniejszych i najstarszych miast w Polsce.  Legenda sandomierska mówi że Sandomierz powstał dzięki Bolesławowi Chrobremu który chciał zabezpieczyć granice Polski od najazdów Rusi, wybudował drewniany gród i utworzył osadę od rzeki San domierzającej do rzeki Wisły, skąd się wzięła również nazwa miasta Sandomierz.
    Wchodząc na starówkę miasta mijamy Bramę Opatowską, powstała ona na przełomie XIV- XVI w. brama dalej ma swój urok i potrafi zachwycić turystów.
                                          Idziemy dalej. Podziwiamy piękne kamienice,
 
grajków miejscowych, mini bazarków to wszystko stworzyło miły obraz miasteczka.
         Z daleka widzimy Ratusz.
 
Pomimo wielu pożarów budynek zachował swoją piękność. Jest to ratusz renesansowy zbudowany w XIV wieku, na przestrzeni lat został on wielokrotnie rozbudowywany, początkowo przypominał on wieże. Niestety nie mieliśmy okazji zajrzeć do środka.
     Niedaleko od ratusza znajduje się punkt którego pomimo wszystko nie mogliśmy ominąć, a jest nim "Świat ojca Mateusza",
wchodzimy a tam tłum ludzi w kolejce po bilety, doczekaliśmy kupujemy i idziemy zwiedzać.
Na wystawie znajdowała się oryginalna scenografia którą wykorzystywano w serialu.

    Mała przerwa na kawkę w Restauracji Staromiejskiej. Myślimy co tutaj dalej robić, postanowiliśmy przepłynąć się promem po Wiśle.
Na promie podziwiamy panoramę sandomierską oraz z daleka Góry pieprzowe, są one najstarszymi górami w europie.

Wracając z rejsu zahaczamy o Bazylikę Katedralną, w tym czasie była ona remontowana tak, że nie mieliśmy okazji dokładnego obejrzenia. Bazylika jest z XVI w. powstała ona w stylu gotyckim i posiada dużą kolekcje rzeźbiarską we wnętrzu, jak i bogatą historię z którą warto się zapoznać :)
    Ze wzgórza na którym znajduje się bazylika widzimy zamek, i tam teraz zmierzamy.
    Gdy Sandomierz stal się stolicą księstwa a gród znajdujący się na wzgórzu rezydencją książęcą, musiał on zostać rozbudowany. Na przełomie wieku XIV wzniesiono na miejscu grodu Zamek, który w całej swojej okazałości stoi tam do dziś.
    Wiemy że chcemy zobaczyć podziemia, w związku z tym że mama poczuła się zmęczona i postanowiła odpocząć w czasie kiedy my będziemy zwiedzać podziemia, wykorzystaliśmy moment zostawiając ją z Julcią i idziemy po bilety.
    Podziemia Sandomierskie miały 15 metrów głębokości a służyły jako schronienia i magazyny, przechowywano w nich wino i żywność. Z czasem coraz mniej korzystano ze schronów i magazynów podziemnych i tak upłynęło kilka wieków jak o nich zapomniano. Zanim odkryto je na nowo Sandomierz musiał "zapaść się pod ziemie". Tunele które nie były zabezpieczone zaczęły ulegać zniszczeniu, czego skutkiem było zapadanie się ziemi, budynków i chodników. Specjaliści zaczęli badać teren po, czym odkryli z jakiego powodu zapada się ziemia a powodem były oczywiście kilku wieczne tunele. Podczas zwiedzania dowiedzieliśmy się kilka ciekawostek, np skąd się wzięła nazwa "rosół" :D Pani opowiedziała nam również legendę o Halinie Krępiance co Sandomierz od Tatarów uratowała.
I tak zleciała nam godzina w podziemiach.
Wracamy po mamę i Julcie, kierujemy się już w stronę samochodu. Po drodze mijamy jeszcze Furtę Dominikańską,
która nazywana jest również "Uchem Igielnym" powstała ona na życzenie Kazimierza Wielkiego w połowie XIV w. Kiedyś były dwie takie bramy, łączyły one ze sobą najkrótszą drogę do dwóch klasztorów dominikańskich. Brama miała za zadanie wpuszczanie do miasta dominikanów, gdy główne bramy sandomierskie były już zamknięte.

To był tylko jeden dzień, ale za to długi, zobaczyliśmy dużo ale i sporo zostało do zobaczenia :)

Do następnego czytania :D Emka

Część informacji zdobyłam ze źródła http://www.sandomierz.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...