niedziela, 2 grudnia 2018

Co się działo w drodze do Bielska

     Julka była już pod lodowcem, nad wodą, w mieście ale nie na szlaku. Pora więc aby to zmienić.
Zakupiliśmy nosidło turystyczne i ruszamy do Bielska.
     Jest 15 sierpnia godzina 6:00, pora więc wstawać leniuchy. Dzisiaj wyjeżdżamy. Poranna toaleta, kawka, dopakować resztę rzeczy i można ruszać. Ja jak zwykle mając w planach wyjście na szlak jestem podekscytowany i cieszę się jak małe dziecko. Pakujemy bagaże do Kropka i wyruszamy. Po drodze zabieramy Zuzkę, która okazała się bardzo pomocna.
     Plan pierwotny przewidywał, że dojedziemy do Bielska najszybciej jak możemy. Tam czekają już na nas Marcin i Monika, którzy ponownie będą naszymi gospodarzami.
     Życie jednak szybko weryfikuje plany. Julka słabo tym razem znosi podróż, marudzi i często płacze, dlatego po zjechaniu z autostrady, dzielimy  dalszą podróż na krótkie etapy. Staramy się aby często wysiadała z samochodu i odpoczywała. Zatrzymujemy się na stacji paliw przy zakopiance i w trakcie odpoczynku dzielimy dalszą podróż na krótkie etapy.
     No to kolejny przystanek wymyśliliśmy w Lanckoronie. Lanckorona z bogatą historią i pięknym "drewnianym" rynkiem jest wioską magiczną. Tak jak Bieszczadem tak i Lanckoroną zawładnęły anioły. Warto tu przyjechać i odpocząć w trakcie weekendu, my jednak mamy zaledwie kilkadziesiąt minut na szybkie zwiedzenie rynku.

 

 No to ruszamy dookoła rynku











Piękne widoki na drewnianą zabudowę

 Golgota na kościele w Lanckoronie
 Julia po raz pierwszy w nosidle ale nawet jej się podobało.
 Studnia na lanckorońskim rynku
 Piękna zabudowa drewniana w rynku


 Kot wyleguje się w słoneczku i obserwuje Julcię
 Chyba najpiękniej położone domostwo w Lanckoronie











i na koniec niedźwiedź wyglądający z tego domu
    Zakupiliśmy jeszcze obowiązkowe aniołki i ruszamy dalej.

    Kolejny przystanek ustaliliśmy na  Kalwarię Zebrzydowską. Tam zastaliśmy ogromny korek. Przecież dziś jest tu odpust. No tak. Zostawiamy Kropka na parkingu i dalej do



bazyliki ruszyliśmy pieszo. To znaczy ja, Magda i Zuza pieszo a Julia w wózku.

Do bazyliki dochodzimy gdy jeszcze trwa msza odpustowa, ale po mszy zwiedzamy bazylikę.





    Kręcimy się jeszcze chwilę po okolicy


i ruszamy dalej.

Teraz kolejny przystanek w Wadowicach. W mieście Wojtyły zjedliśmy obiad i chcieliśmy odwiedzić dom papieski. Niestety musielibyśmy czekać 3 godziny, bo wcześniejsze bilety były już wykupione. 


Odwiedzamy kościół parafialny, do którego chodził Karol Wojtyła


 Cukiernia w której, przed wojną były dobre kremówki :)


i tzw. dom papieski.

Wyruszamy w ostatnią część podróży. Tym razem kończymy ją w Bielsku. 
Dojeżdżamy wieczorem. W sam raz na kolację. Zjedliśmy przepyszny kociołek. Dla Julki nadszedł czas na sen, a my siedzieliśmy w ogródku sącząc piwo i wino i odpoczywając. 
Jutro w końcu wracamy na szlak, tylko jak zniesie to Julcia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...