Zakupiliśmy nosidło turystyczne i ruszamy do Bielska.
Jest 15 sierpnia godzina 6:00, pora więc wstawać leniuchy. Dzisiaj wyjeżdżamy. Poranna toaleta, kawka, dopakować resztę rzeczy i można ruszać. Ja jak zwykle mając w planach wyjście na szlak jestem podekscytowany i cieszę się jak małe dziecko. Pakujemy bagaże do Kropka i wyruszamy. Po drodze zabieramy Zuzkę, która okazała się bardzo pomocna.
Plan pierwotny przewidywał, że dojedziemy do Bielska najszybciej jak możemy. Tam czekają już na nas Marcin i Monika, którzy ponownie będą naszymi gospodarzami.
Życie jednak szybko weryfikuje plany. Julka słabo tym razem znosi podróż, marudzi i często płacze, dlatego po zjechaniu z autostrady, dzielimy dalszą podróż na krótkie etapy. Staramy się aby często wysiadała z samochodu i odpoczywała. Zatrzymujemy się na stacji paliw przy zakopiance i w trakcie odpoczynku dzielimy dalszą podróż na krótkie etapy.
No to kolejny przystanek wymyśliliśmy w Lanckoronie. Lanckorona z bogatą historią i pięknym "drewnianym" rynkiem jest wioską magiczną. Tak jak Bieszczadem tak i Lanckoroną zawładnęły anioły. Warto tu przyjechać i odpocząć w trakcie weekendu, my jednak mamy zaledwie kilkadziesiąt minut na szybkie zwiedzenie rynku.
No to ruszamy dookoła rynku
Piękne widoki na drewnianą zabudowę
Golgota na kościele w Lanckoronie
Julia po raz pierwszy w nosidle ale nawet jej się podobało.
Studnia na lanckorońskim rynku
Piękna zabudowa drewniana w rynku
Kot wyleguje się w słoneczku i obserwuje Julcię
Chyba najpiękniej położone domostwo w Lanckoronie
Zakupiliśmy jeszcze obowiązkowe aniołki i ruszamy dalej.
Kolejny przystanek ustaliliśmy na Kalwarię Zebrzydowską. Tam zastaliśmy ogromny korek. Przecież dziś jest tu odpust. No tak. Zostawiamy Kropka na parkingu i dalej do
bazyliki ruszyliśmy pieszo. To znaczy ja, Magda i Zuza pieszo a Julia w wózku.
Do bazyliki dochodzimy gdy jeszcze trwa msza odpustowa, ale po mszy zwiedzamy bazylikę.
Kręcimy się jeszcze chwilę po okolicy
i ruszamy dalej.
Teraz kolejny przystanek w Wadowicach. W mieście Wojtyły zjedliśmy obiad i chcieliśmy odwiedzić dom papieski. Niestety musielibyśmy czekać 3 godziny, bo wcześniejsze bilety były już wykupione.
Odwiedzamy kościół parafialny, do którego chodził Karol Wojtyła
i tzw. dom papieski.
Wyruszamy w ostatnią część podróży. Tym razem kończymy ją w Bielsku.
Dojeżdżamy wieczorem. W sam raz na kolację. Zjedliśmy przepyszny kociołek. Dla Julki nadszedł czas na sen, a my siedzieliśmy w ogródku sącząc piwo i wino i odpoczywając.
Jutro w końcu wracamy na szlak, tylko jak zniesie to Julcia?









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz