Ostatnie dni spędziliśmy na szlakach górskich, byliśmy w otoczeniu przyrody i w końcu mogliśmy się poczuć zmęczeni i szczęśliwi na szczycie. Kolejny szczyt do KGP i 3 szczyty do DGP padły naszym łupem.
Dziś jednak pora pakować się i wracać. Mamy jednak plan jak to odwlec. Schodzimy z gór i wyruszamy do miasta. Miasta nie byle jakiego, bo miasta które leży w dwóch krajach. Miasta, którego historia sięga czasów sprzed powstania państwa polskiego. Według niektórych źródeł był to rok 810. Jest to więc jedna z najstarszych miejscowości na terenie obecnej Polski.
Jak to zwykle my, zaplanowaliśmy odwiedzenie Cieszyna ale nie zaplanowaliśmy co chcemy zobaczyć.
Dojeżdżamy więc do miasta i zdajemy się na naszych przewodników i los. Parkujemy na obrzeżach niewielkiego Cieszyna i wyruszamy pieszo na zwiedzanie.
Zaczynamy od odwiedzenia kościoła św. Jerzego. Kościół zbudowano na przełomie XIV i XV w. W środku zachowały się częściowo malowidła datowane właśnie na XV w. Sam kościół uznawany jest za najstarszy sakralny zabytek Śląska Cieszyńskiego. Niestety trafiamy tam kilka minut przed mszą. Ze względu na ludzi, którzy już modlą się wewnątrz nie spacerujemy po kościele ani nie wyciągamy aparatów.
Zamek w Cieszynie był zamkiem średniowiecznym. Powstał w stolicy księstwa Cieszyńskiego jako rezydencja Piastów Cieszyńskich w XIII w.
W 1646 r. zamek zostaje zniszczony przez Szwedów. Ówczesna księżna cieszyńska Elżbieta Lukrecja ucieka do Królestwa Polskiego a kilka lat później umiera jako ostatnia z rodu Piastów Cieszyńskich. Co za tym idzie, nie ma właściciela który odbudowałby zamek. Zamek niszczeje coraz bardziej, aż ostatecznie prawie w całości zostaje rozebrany przez Habsburgów w XVIII w.
No i oczywiście jeden z największych skarbów średniowiecznej architektury na ziemiach polskich czyli rotunda św. Mikołaja.
Wybudowana w XII w. rotunda pełniła role kaplicy zamkowej i jest jednym z najlepiej zachowanych zabytków średniowiecznych w Polsce.
Obchodzimy i fotografujemy ją ze wszystkich stron, nie mogąc nacieszyć się jej widokiem. Gdy jednak chcemy wejść do środka okazuje się, że drzwi zamknięte są na klucz. Obok wejścia wisi informacja że klucz jest dostępny w wieży zamkowej.
Zanim jednak zdążyliśmy dojść po klucz ktoś nas ubiegł. Mogliśmy więc wejść i podziwiać kaplice wewnątrz.
Gdy wszedłem do środka (jako miłośnik gier RPG) oczami wyobraźni zobaczyłem klęczącego przed ołtarzem paladyna.
Kaplica chodź surowa zachwyca swoim wyglądem. Rzeczywiście przez chwile można poczuć się jak w średniowieczu.
Kończymy nasz spacer po wzgórzu zamkowym dochodzimy do tak zwanego nowego zamku cieszyńskiego, który tak naprawdę jest wybudowanym przez Habsburgów pałacem myśliwskim.
W 1840 oddano nowy pałac myśliwski rodziny Habsburgów wybudowany na miejscu piastowskiego zamku dolnego.
Gdy wchodzimy obejrzeć wystawę na drzwiach wejściowych znajdujemy cytat z "Biegunów" O. Tokarczuk
Kiedy wyruszam w podróż, znikam z map. Nikt nie wie, gdzie jestem. W punkcie, z którego wyszłam, czy w punkcie, do którego dążę? Czy istnieje jakieś "pomiędzy"? Czy jestem jak ten zagubiony dzień, gdy leci się na wschód, i odnaleziona noc, gdy na zachód? Czy obowiązuje mnie to samo prawo, z którego dumna jest fizyka kwantowa - że cząstka może istnieć równocześnie w dwóch miejscach? Czy inne, o którym jeszcze nie wiemy i którego nie udowodniono - że można podwójnie nie istnieć w jednym i tym samym miejscu?
Po filozoficzno-psycologicznych dysputach wewnątrz siebie na temat podróżowania pod wpływem przypomnianej sobie książki pani Olgi, wyruszamy za granicę 😁😁😁
Po drugiej stronie mostu jesteśmy już w Czechach. Czeski Cieszyn nie jest jednak zachwycający. Jedyny budynek jaki znaleźliśmy tam i nam się spodobał to ratusz na czeskocieszyńskim rynku.
i wracamy tym samym mostem na polską stronę.
Natrafiamy na sklep z pamiątkami i oczywiście kupujemy magnes na lodówkę, których kolekcja nam rośnie.
W drodze na cieszyński rynek natrafiamy jeszcze na studnie trzech braci, którą według legendy wybudowali trzej bracia. Na altanie nad studnią widnieje tekst po łacinie i już w domu wikipedia nam go przetłumaczyła i wyjaśniła całą legendę:
Jeszcze jedno miejsce, które oddaje klimat Cieszyna.
Trudno było rozstać się z tym miejscem, ale Julia zaczęła być śpiąca a co za tym idzie marudna co przyśpieszyło naszą degustację.
Czas szybko uciekał a przed nami jeszcze 320 km do domu, tak że szybki rzut oka na rynek w Cieszynie i niestety do samochodu.
I tak kończy się nasza przygoda w Bielsku i okolicy.
Na koniec podziękowania za ten wyjazd:
Monice i Marcinowi za towarzystwo
Zuzie za pomoc przy Julce
Do zobaczenia na kolejnych wyjazdach

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz