sobota, 16 marca 2019

Najniższa z najwyższych czyli na Łysicę

Zaczął się wrzesień, dzień dość ładny a my bez planów.
No to trzeba szybko coś wymyślić.
Myślimy, myślimy i wymyśliliśmy.
Został nam jeden szczyt do Korony Gór Polski, który jest łatwy i nie daleko.
Pakujemy plecaki, nosidła i towarzystwo do "Kropka" i wyruszamy na Łysicę.
Po około 2,5 godziny jesteśmy w Świętej Katarzynie, parkujemy i...

     Jak zwykle nie mamy pojęcia gdzie zaczyna się nasz szlak. Święta Katarzyna to mała wioska, obeszliśmy ją wzdłuż i wszerz aby dojść do początku szlaku. Okazało się że zaparkowaliśmy kilkaset metrów od wejścia do parku ale poszliśmy w odwrotnym kierunku. W końcu jednak jesteśmy przy klasztorze i już wiemy gdzie mamy wejść na szlak.


     Do klasztoru benedyktynek zaglądniemy jednym okiem na końcu teraz szybkie zdjęcie póki chmury ładnie stroją nam niebo i ruszamy na szlak.
    Jak zwykle też przewrażliwieni zabieramy przeciążony plecak, z drugiej jednak strony wybierając się z rocznym dzieckiem nawet na tak prosty szlak wolimy mieć za dużo niż później żałować.
     Tak więc plecak ląduje na moich plecach, nosidło z Julką na plecach Magdy i jest z nami jeszcze Józek.
     Józek to nasz pies. Magda zawsze przed wyjazdem sprawdza czy możemy go zabrać i jeżeli regulamin nie zabrania a my nie planujemy żadnych zamków lub muzeów zadowolony i machający ogon Józka wraz z resztą psa ląduje w samochodzie.
     Wejście na szlak jest płatne, bilet kosztuje 7 zł i już za chwilę jesteśmy w Świętokrzyskim Parku Narodowym i zaczynamy spacer wśród przyrody i historii.

Tak historii również. Już na początku szlaku czerwonego prowadzącego na Łysicę trafiamy na mogiłę żołnierzy Armii Krajowej.


   
Następnie natrafiamy na źródło i kapliczkę  św. Franciszka. Kapliczka św. Franciszka została wybudowana w XIX w. przez bernardynów i poświęcona oczywiście ich patronowi czyli Franciszkowi z Asyżu. Wydaje się, że nie ma lepszego miejsca aby uczcić tego człowieka niż skraj puszczy jodłowej.

Źródło św. Franciszka, zalewało ścieżkę dlatego zostało obudowane studnią. Sama woda ma naturalnie właściwości lecznicze. Dobrze działa na oczy oraz na poczęcie potomka płci męskiej. O ile w pierwszym przypadku należy przemyć oczy, to co należy przemyć w drugim przypadku😈😈😈?


Dalej szlak prowadzi przez puszczę. Nie jest nadzwyczaj wymagający i dość krótki. Na mapach od wejścia do parku do szczytu jest tylko 40 min. My wchodzimy ponad godzinę bo ze względu na nasze brzuch i Julkę musimy zrobić trochę więcej odpoczynków. Trzeba także uważać bo od poziomu gdzie zaczynają być gołoborza na szlaku będziemy mieli spore kamienie. O ile idąc z grupą dorosłych nie jest to wielki problem o tyle już będąc z dziećmi należy uważać na każdy krok.
W końcu docieramy na szczyt odrobinę zmęczeni  ale zadowoleni . Szczyt nie jest wysoki bo ma zaledwie 612m n.p.m. a suma podejść to 251m. Chwila na odpoczynek na szczycie. Julka z pomocą Magdy stawia swoje pierwsze kroki na szlaku. Obowiązkowa dokumentacja fotograficzna na szczycie i wracamy do Katarzyny.



 Wracamy niespiesznie bo wciąż nie możemy się nacieszyć puszczą i gołoborzami. Szlak bardzo różni się od szlaków beskidzkich. Mamy też to szczęście, że wybraliśmy się we wrześniu więc na szlaku nie jest zatłoczony.






Na dole jeszcze kilka zdjęć pomników, podbicie książeczek i kończymy nasz pobyt w Świętokrzyskim Parku Narodowym.

Gdy już zeszliśmy na dół zobaczyłem znak na Łysicę. Wystarczyło odrobinę uwagi gdy jechaliśmy a nie szukalibyśmy wejścia na szlak.

Na koniec zaglądam na szybko do klasztoru. Sam bo Magda ze zmęczoną już Julią i naszym pieskiem czekają na chodniku. Dlatego szybko wracam do nich tak naprawdę nie widząc nic. Jest jednak plus tego, bo będzie po co wrócić do Świętej Katarzyny a wtedy może wejść na Skałę Agaty.

Na koniec jeszcze jedna rzecz. Zdobywamy szczyty z wykazu KGP i nie zawsze są to najwyższe szczyty w paśmie. Mamy tego świadomość. Z różnych powodów są to szczyty nie najwyższe. W Górach Świętokrzyskich ta historia jest jednak dość ciekawa. Do 2018 roku najwyższym szczytem była Łysica a dokładniej jej zachodni szczyt i to jest szczyt z wykazu. Gdy wróciliśmy do domu po wejściu na Łysicę znalazłem jednak artykuł, w którym wyczytałem że po dokładniejszych pomiarach w 2018 roku okazało się, że to wschodni wierzchołek czyli Skała Agaty jest najwyższy i ma 213,7 m n.p.m.

Dziękujemy jeszcze towarzystwu ze szczytu za banana dla Julki 😏


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...