Zaczął się wrzesień, dzień dość ładny a my bez planów.
No to trzeba szybko coś wymyślić.
Myślimy, myślimy i wymyśliliśmy.
Został nam jeden szczyt do Korony Gór Polski, który jest łatwy i nie daleko.
Pakujemy plecaki, nosidła i towarzystwo do "Kropka" i wyruszamy na Łysicę.
Po około 2,5 godziny jesteśmy w Świętej Katarzynie, parkujemy i...
Jak zwykle nie mamy pojęcia gdzie zaczyna się nasz szlak. Święta Katarzyna to mała wioska, obeszliśmy ją wzdłuż i wszerz aby dojść do początku szlaku. Okazało się że zaparkowaliśmy kilkaset metrów od wejścia do parku ale poszliśmy w odwrotnym kierunku. W końcu jednak jesteśmy przy klasztorze i już wiemy gdzie mamy wejść na szlak.
Do klasztoru benedyktynek zaglądniemy jednym okiem na końcu teraz szybkie zdjęcie póki chmury ładnie stroją nam niebo i ruszamy na szlak.
Jak zwykle też przewrażliwieni zabieramy przeciążony plecak, z drugiej jednak strony wybierając się z rocznym dzieckiem nawet na tak prosty szlak wolimy mieć za dużo niż później żałować.
Tak więc plecak ląduje na moich plecach, nosidło z Julką na plecach Magdy i jest z nami jeszcze Józek.
Józek to nasz pies. Magda zawsze przed wyjazdem sprawdza czy możemy go zabrać i jeżeli regulamin nie zabrania a my nie planujemy żadnych zamków lub muzeów zadowolony i machający ogon Józka wraz z resztą psa ląduje w samochodzie.
Wejście na szlak jest płatne, bilet kosztuje 7 zł i już za chwilę jesteśmy w Świętokrzyskim Parku Narodowym i zaczynamy spacer wśród przyrody i historii.
Źródło św. Franciszka, zalewało ścieżkę dlatego zostało obudowane studnią. Sama woda ma naturalnie właściwości lecznicze. Dobrze działa na oczy oraz na poczęcie potomka płci męskiej. O ile w pierwszym przypadku należy przemyć oczy, to co należy przemyć w drugim przypadku😈😈😈?
Dalej szlak prowadzi przez puszczę. Nie jest nadzwyczaj wymagający i dość krótki. Na mapach od wejścia do parku do szczytu jest tylko 40 min. My wchodzimy ponad godzinę bo ze względu na nasze brzuch i Julkę musimy zrobić trochę więcej odpoczynków. Trzeba także uważać bo od poziomu gdzie zaczynają być gołoborza na szlaku będziemy mieli spore kamienie. O ile idąc z grupą dorosłych nie jest to wielki problem o tyle już będąc z dziećmi należy uważać na każdy krok.
Na dole jeszcze kilka zdjęć pomników, podbicie książeczek i kończymy nasz pobyt w Świętokrzyskim Parku Narodowym.
Na koniec zaglądam na szybko do klasztoru. Sam bo Magda ze zmęczoną już Julią i naszym pieskiem czekają na chodniku. Dlatego szybko wracam do nich tak naprawdę nie widząc nic. Jest jednak plus tego, bo będzie po co wrócić do Świętej Katarzyny a wtedy może wejść na Skałę Agaty.
Na koniec jeszcze jedna rzecz. Zdobywamy szczyty z wykazu KGP i nie zawsze są to najwyższe szczyty w paśmie. Mamy tego świadomość. Z różnych powodów są to szczyty nie najwyższe. W Górach Świętokrzyskich ta historia jest jednak dość ciekawa. Do 2018 roku najwyższym szczytem była Łysica a dokładniej jej zachodni szczyt i to jest szczyt z wykazu. Gdy wróciliśmy do domu po wejściu na Łysicę znalazłem jednak artykuł, w którym wyczytałem że po dokładniejszych pomiarach w 2018 roku okazało się, że to wschodni wierzchołek czyli Skała Agaty jest najwyższy i ma 213,7 m n.p.m.
Dziękujemy jeszcze towarzystwu ze szczytu za banana dla Julki 😏
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz