środa, 11 lutego 2015

Jesteśmy w Kaliszu cz.2

Zacznijmy od tego , że za namową Emki tę część opowie Olewka .

No to do dzieła . Z tego co wiem to On skończył was zanudzać , na tym że wypiliśmy kawę . Pewnie nie wspomniał o tym ,że po całonocnej podróże mimo spania w przedziale byliśmy zmęczeni jak diabli a przez padający dość mocno śnieg przemoczeni i zmarznięci .

No ale kawa wypita to wyruszamy zobaczyć co do zaoferowania ma nam Kalisz.

Jest poniedziałek , przeklęty polski poniedziałek w dodatku zimowy . Nic wam to nie mówi , no to już tłumacze . Poniedziałek następuje po niedzieli ponieważ w niedziele wszystkie miejsca turystyczne są otwarte to w poniedziałek mają niedziele . Inaczej rzecz ujmując wszystko  jest pozamykane na cztery spusty .

Wszystko czyli także kościoły . Czy pracownicy kościołów też mają wolne za niedzielę ?
Spacerujemy i oglądamy fasady
Ratusz w Kaliszu
Twarze znanych Kaliszan czyli Asnyk Konopnicka Dąbrowska i ktoś jeszcze ale nie wiem kto
Baszta Dorotka
tył kościoła św. Józefa jedynego otwartego w Kaliszu cały dzień
Cerkiew w Kaliszu

O bar jak miło . Jestem uzależniony od kawy więc kolejna kawa dla mnie i próbujemy kartaczy.
Pysznie i tanio to tu zjemy obiad już to wiemy .
W końcu coś otwartego galeria sztuki i wystawa memów Marty Frej

Coś co było jedną z dwóch rzeczy dla których nie żałuje , że tam byłem .
Autorka komentuje polską rzeczywistość za pomocą memów . Magda też była
urzeczona wystawą.
Jest w końcu 12:00 o tej godzinie zaczyna się nasza doba hotelowa czy raczej hostelowa.
Nareszcie możemy się zameldować a co za tym idzie zagrzać i wziąć prysznic .
Hura!!!!
Po drodze wstępujemy jeszcze do muzeum w Kaliszu ale tylko w drzwi. Dlaczego ? Otóż jest  poniedziałek czyli niedziela dla wszystkich instytucji tego typu.
No dobra nocleg załatwiony . My odświeżeni . Ruszamy? Ale gdzie wszystko zamknięte.
Niunia dzwoni do teatru ale jest PONIEDZIAŁEK
Zanim się namyślimy zasypiam .
Budzę się po 15 to co idziemy na obiad ?
Idziemy . Zjadamy pyszną zupę  kalafiorową i drugie danie w zestawie danie dnia i megacenie 11 zł .
No i kawa .
Pojedzeni to wracamy pod nocleg bo z przystanku obok naszego hostelu odjeżdża autobus miejski , którym dostaniemy się w pobliże wykopalisk archeologicznych gdzie odbudowano część Calisi .Co prawda jest PONIEDZIAŁEK ale tu nic to nie zmienia bo tam i tak zamknięte do wiosny . Pooglądamy z zewnątrz chociaż i tak nie ma lepszych planów
po drodze jeszcze zdjęcie byłego banku
Jesteśmy na przystanku . Wsiadamy do autobusu i jedziemy . Mamy wysiąść koło kościoła na pewno go zauważymy . Tak tłumaczyła nam pani na noclegu. Jedziemy i wypatrujemy kościoła . Jest kościół . No to wysiadamy . Autobus odjeżdża . Zaraz zaraz myśmy tu już byli . No jasne jakieś 10 minut temu jedliśmy tu obiad .
Wysiedliśmy koło kościoła naturalnie tylko , że w Kaliszu jest więcej kościołów niż przystanków  a do naszego kościoła jest jeszcze jakieś 3 km a potem jeszcze jak się okazało jakieś 2 do osady a i tak nic nie zobaczymy . Ale pan który nam to tłumaczy wspomina o przejściu koło teatru.
Jest plan idziemy zobaczyć budynek teatru. Przypominam sobie fajne zdjęcie z przewodnika , właśnie tego teatru . No to już . Po drodze mijamy fajny budynek
i dochodzimy do teatru
jest już ciemno i fajnego zdjęcia nie będzie :(
Ale są łabędzie
i jest mostek przez Prosnę a z drugiej strony park i perspektywa z której zrobiono zdjęcie z przewodnika .
Przechodzimy jesteśmy w parku i widzimy teatr z miejsca gdzie było zrobione to zdjęcie .
Tyle że w dzień porządnym aparatem i przez fotografa.
Ale co mi tam spróbuje i ja .
Jak mawiała pani Ania moja polonistka z podstawówki : Próba nie strzelba :)
No to strzelam
i jest zdjęcie które mi się nawet nie śniło
To druga z tych rzeczy która uratowała ten dzień
Zdjęcie moim nieskromnym zdaniem lepsze niż to z przewodnika.

Wracamy do hostelu i spać jutro jedziemy do Gołuchowa





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...