Podróże to nie tylko miejsca, ale i ludzie. W czasie gdy Emka kończyła poranną toaletę, ja prowadziłem rozmowę z sąsiadem. Wspominałem, że wczoraj odbył się bieg górski i właśnie nasz sąsiad był jego uczestnikiem. Podziwiam takich ludzi. 80 km w ciągu kilku czy kilkunastu godzin to nie lada wyczyn. Pan opowiedział mi o tym jak zgubił się na trasie, jak zastała go noc w górach i o innych swoich wyczynach.
Emka też skończyła się przygotowywać więc wyruszamy. Szlak czerwony, którym zamierzamy rozpocząć wejście na Trzy Korony, zaczyna się na drodze obok naszego pola namiotowego. Ruszamy w stronę Sromowców Wyżnych z nadzieją wypicia kawy i jakieś zakupy. Znajdujemy sklep i karczmę ale jest 7.30 a otwierają o 13. Mamy jednak zapasy w plecaku, siadamy na grzybku i jemy śniadanie. W trakcie śniadania kombinujemy jak tu ominąć godzinę marszu asfaltem. Na przystanku tuż obok nas pojawiają się flisacy, którzy jadą do pracy na spływ. Co prawda oni czekają na kolegów, którzy ich zabiorą ale za chwile pojedzie autobus wiozących innych flisaków. Dołącza do nas druga para która także chce się dostać do Kątów. Autobus przejeżdża obok nas nie dając nam nawet czasu na reakcję.Nasi współtowarzysze decydują się wyruszyć dalej na piechotę, my jeszcze czekamy mając nadzieję na to, że to nie nasz bus. Po kilku minutach ruszamy jednak i my. Przeszliśmy kilkaset metrów i udało nam się złapać stopa. Uratowani!!!
Dojeżdżamy więc z flisakami, którzy zabrali nas po drodze, do Kątów. Dziękujemy za podwózkę i ruszamy w poszukiwaniu kawy. Emka proponuje kawę w bacówce, ale gospodarze bacówki proponują nam tylko sery. Ostatecznie wypijamy kawę w budce na parkingu. Uzupełniamy zapasy wody i o 9.30 wyruszamy na szlak. Zaczynamy od pomylenia drogi i zamiast wejść na szlak wchodzimy na ścieżkę wydeptaną przez owce. Po kilku minutach znajdujemy jednak szlak i zaczynamy się wspinać. Ponad roczny rozbrat z górami i półroczny odpoczynek w domu po zabiegach szybko dały o sobie znać. Z Kątów do przełęczy Trzy Kopce mapa podaje 1h , my idziemy półtorej godziny a ja sapie jak parowóz. W końcu dochodzimy jednak do skrzyżowania szlaków. Teraz już łatwo ruszamy na przełęcz Szopka. Na szlaku mijamy zaledwie kilka osób. Zmęczeni podejściem i z powodu lasów dookoła nie wyciągamy nawet aparatów.
Na przełęczy Szopka już masa turystów tu przecinają się szlaki od Krościenka, Czorsztyna, Kątów i Sromowic Niżnych. Witamy się z wszystkimi i przysiadamy aby odpocząć. Tu dowiadujemy się, że do PPN nie wolno wprowadzać zwierząt. (Pani która weszła z pieskiem szybko i boleśnie się o tym dowiedziała. Została "nagrodzona" mandatem.)
Ci którzy śledzą naszego bloga wiedzą, że jesteśmy w trakcie Korony Gór Polski. Tym razem jednak pieczątka ma się znaleźć w nowej książeczce. Trzy Korony mają być naszym pierwszym szczytem Diademu Gór Polski. Wyruszamy więc po pierwszą pieczątkę w nowej książeczce. Po drodze uzyskujemy podpisy przewodnika jak wymaga organizator i robimy ostatnie podejście. Dopiero na szczycie spotykamy tłumy
Kolejka na taras widokowy ma około godziny. Odpuszczamy sobie czekanie. Podbijamy książeczki, szybkie zdjęcie na szczycie i wyruszamy na wzgórze Zamkowe
Coraz bardziej zmęczeni zdobywamy Zamek Pieniny gdzie bł. Kinga schroniła się wraz z zakonnicami ze Starego Sącza przed najazdem tatarskim
Szlak zaczyna się robić coraz piękniejszy i w taki sposób wracamy na przełęcz Szopka. Tam decydujemy, że schodzimy żółtym szlakiem do Sromowców Niżnych. Schodzimy więc podziwiając widoki na szlaku. Decyzja była świetna, szlak łatwiejszy ale piękny.
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
W końcu naszym oczom ukazuje się schronisko "Trzy Korony"
Tam zjadamy obiad. Placki po węgiersku za 20 zł. Porcja taka że największy głodomor się naje.
To jednak nie koniec atrakcji na dzisiaj. Jest dość wcześnie, bo o 17 jesteśmy już na dole. Postanowiliśmy więc udać się jeszcze na spływ Dunajcem. Koszt spływu to 49 zł, musieliśmy zaczekać około 20 min. aż skompletuje się cała łódź. Później dwie godziny spływu do Szczawnicy. Widoki oszałamiają. Przełom Dunajca to jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. Flisacy dbają nie tylko o to abyśmy bezpiecznie przepłynęli ale także o to żeby nie było nudno. Opowiadają żarty i ciekawostki na temat tego co widzimy. Aparaty aż się grzeją a oczy cieszą się widokami. Dla każdego kto pojawi się w Pieninach to punkt obowiązkowy.
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
fot.Emka
Dopływamy do Szczawnicy. Tam szukamy busa, który odwiezie nas do Sromowców. Podróż busem znowu przedłużona dzięki korkom w Krościenku. Docieramy do Sromowców, dalej spacerkiem na Polane Sosny. Po drodze robimy zakupy. Wracamy, jemy kolacje ze swoich zapasów. Nadciąga burza więc po prysznicu chowamy się do namiotu, pijemy piwko i zasypiamy.
Jutro trzeba wracać, ale dziś cieszymy się i wspominamy widoki jakie były nam dane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz