sobota, 10 grudnia 2016

Dwa tygodnie w Apulii- Wszystkich Świętych w Alberobello

     Nastał więc 1 listopada. We Włoszech to również dzień świąteczny. Nasze pociągi nie jeżdżą więc i my musimy zostać na miejscu. Nasza Gospodyni dziś pracuje a my ruszamy na podbój trulli.
     Pozwalamy sobie na dłuższy odpoczynek i wstajemy dopiero koło 9. Kawa, śniadanie i robimy pranie bo kończą nam się czyste ciuchy i nigdzie dziś się nie spieszymy. Po 11 wyruszamy na spacer po cudownym Alberobello.

      Dzień wolny tak więc nie tylko my jesteśmy na spacerze, Zjechało się tu chyba pół Włoch. Tłumy na ciasnych uliczkach a ja nie lubię takich tłumów, specjalnie wyjechaliśmy po sezonie żeby było pusto. Udało nam się jednak wejść do bazyliki Kosmo i Damiana. Wnętrze jednak nie powala.



      Dotarliśmy także do kościoła św. Antoniego w trullu i w końcu mamy w miarę światło aby go sfotografować.


 Tłum jednak mnie przemógł. Wracamy na obiad i odpocząć.





 Wieczorem wyruszamy znowu podziwiać Alberobello i focić przy sztucznym oświetleniu. Po drodze wstępujemy na mojito do znanej nam już Agory. Dalej aparaty w dłoń  i pstrykamy zdjęcia











 Jeszcze raz wracamy pod św. Antoniego i odkrywamy starą plebanie za drzewami, po drugiej stronie ulicy. Wsłuchujemy się też w dzwon na św. Antonim. Dzwony w Alberobello są specyficzne. Najpierw w dzwon uderza młotek co powoduje, że dzwon brzmi niezwykle rytmicznie, dopiero potem zaczyna uderzać serce dzwonu.



     Wracamy na kolację a nasza Gospodyni pokazuje nam prezent, który dostała, skrzynkę win. Otwieram skrzynkę a tam wino z 1979r. Wino z mojego rocznika. Odkorkowujemy butelkę i do kolacji pijemy 37-letnie wino, nazajutrz sprawdzam cenę butelki takiego wina, okazuje się że kosztuje 180 euro. Na szczęście zostało jeszcze 11 butelek. My do łóżeczek bo jutro do Martina Franca i Locorotondo.


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...