piątek, 12 kwietnia 2019

Szlak architektury drewnianej Kruhel-Kalwaria

     Tydzień temu na naszej stronie na FB poprosiliśmy was, abyście wybrali dla nas szlak. Wasz wybór padł na szlak architektury drewnianej. Tak więc jak obiecaliśmy, wyruszamy na podkarpacką część tego szlaku. Dzisiaj zapraszamy na część szlaku Va czyli z Przemyśla do Kalwarii Pacławskiej.
    Jeszcze w sobotę nie byliśmy pewni czy uda nam się pojechać gdziekolwiek. Wieczorem zaczął padać deszcz a prognoza na niedzielę nie zapowiadała nic lepszego. Jednak gdy w niedzielę zbudziliśmy to po deszczu już nie było śladu i zapowiadał się piękny dzień.
     No to szybko pakowanie, kanapki bo przypuszczaliśmy, że na obiad nie będzie gdzie się zatrzymać, kawa w termos i w drogę.
     Wyjechaliśmy po godzinie 10:00 dlatego wybraliśmy jedną z krótszych tras. Mieliśmy do przejechania ok. 120 km w jedną stronę i do zobaczenia 5 obiektów.
     Po ponad godzinie, którą Julcia przespała w samochodzie, dojechaliśmy do Kruhla Wielkiego.
     Ostatni kilometr to jedna wielka dziura w drodze. No i trzeba gdzieś zaparkować na wąskiej drodze. My akurat  parkujemy na nie używanym podjeździe. Idąc do  cerkwi przechodzimy przez stary sad. Jabłonki wiekowe i porośnięte jemiołą stwarzają niesamowity nastrój. Wyobrażamy sobie jak pięknie musi to wyglądać w maju kiedy one kwitną. Julia dzielnie wspina się na pagórek i w końcu docieramy do  samej cerkwi.
  Jest to jedna z najstarszych cerkwi w Polsce o jej istnieniu pisano już w 1630 roku. Przebudowana w 1884 roku, została podniesiona. Jest to ponoć widoczne w babińcu. My niestety nie widzieliśmy tego, bo świątynia była zamknięta. Cerkiew jest orientowana co oznacza, że jej prezbiterium jest skierowane na wschód. Wewnątrz jak wyczytaliśmy nie zachowało się nic z wyposażenia, ale część ikon jest do zobaczenia w Łańcucie.



Główne wejście do cerkwi.
Dzwonnica i tamtejszy cmentarz



Stary sad jabłonek

Z Kruhla do Prałkowców jest przysłowiowy rzut beretem. W Prałkowcach mamy kolejny punkt czyli dzwonnica przy murowanej cerkwi, obecnie kościele łacińskim.
Jedyny powód dla, którego nie opuściliśmy tego punktu, to obraz MB Zbaraskiej. Niestety pomimo tego, że była to niedziela nie weszliśmy do kościoła. Chociaż należy uczciwie przynać, że była to jedyna świątynia gdzie weszliśmy do kruchty. Przez szyby w drzwiach coś tam zobaczyliśmy ale liczyliśmy na więcej. Dla samej dzwonnicy nie warto tam jechać.





Kościół MB Zbaraskiej


Teraz już czekała nas trochę dłuższa podróż. Po około 15 min. Dojeżdżamy do Kormanic i zaczynamy szukać cerkwi  Soboru NMP. Szukamy i szukamy a cerkwi ani śladu. Gdy zapytaliśmy miejscowych, odesłali nas z powrotem do Fredropola i to tam znajduje się nasza cerkiew a obecnie kościół Narodzenia NMP. Przepiękna i ładnie położona cerkiew jak podaje Wikipedia,  została wybudowana w 1923 r. Projektantem cerkwi był Stanisław Majerski, architekt ściśle związany z Przemyślem.                                        Podobnie jak większość cerkwi po roku 1947
została przejęta przez kościół rzymskokatolicki. Chyba najładniejszy budynek z tego wyjazdu. Dodatkowo tak położony, że fotografowanie go to czysta przyjemność.
Dzwonnica

Konstrukcja cerkwi jest zrębowa.Widoczne na zdjęciu.


Z Fredropola do Młodowic też nie jest daleko. Po chwili jesteśmy przy ostatniej już cerkwi. Cerkiew Poczęcia Bogurodzicy stoi na cmentarzu. Cerkiew wybudowano w 1923 r. Prezentuje się wspaniale i wciąż służy jako cerkiew. Niestety jak w pozostałych przypadkach nie udało nam się wejść do środka a szkoda bo chcieliśmy zobaczyć, ponoć piękny ikonostas z Huwnik. Przy cerkwi stoi również drewniana dzwonnica, zbudowana na planie ośmioboku. Jest równie urzekająca, co cerkiew w Fredropolu-Kormanicach. Mamy nadzieję na więcej takich pięknych świątyń na dalszych szlakach. 
To jeszcze jedna przejażdżka i lądujemy w ostatnim już punkcie naszego wyjazdu czyli Kalwarii Pacławskiej. Tu na liście jest drewniana zabudowa wsi. Sama wioska, może po za jednym domem, to zwykła wioska, za to widoki dookoła wspaniałe. Przypomniało mi się jak lata temu przyjeżdżałem tu na odpusty. Dróżki po tych górkach to naprawdę duża frajda.
Robimy sobie spacerek po Kalwarii ,oglądamy tą drewnianą zabudowę i cieszymy oczy widokami. 
Tak wygląda Pogórze Przemyskie piękne i urzekające. Zastanawiamy się czy nie pójść do pustelni Marii Magdaleny czyli na tak zwaną Magdalenkę, ale robi się coraz później a my nie mamy nosidła dla Juli. Wstępujemy jeszcze na chwilę do sanktuarium i tak żegnamy się z Jerozolimą Wschodu i wracamy do domu. 

a wam dziękujemy i zapraszamy na kolejne odcinki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...