Nadeszła niedziela palmowa. Pogoda ładna, Kropek zatankowany pora więc wyruszać do Lipnicy Murowanej.
Od roku 1958 tam właśnie prezentowane są najwyższe palmy wielkanocne w Polsce. My jednak mamy dodatkowy cel naszej podróży, jest to przepiękny drewniany kościół świętego Leonarda. Ale o nim za chwilę. Na razie dojechaliśmy i skierowano nas na parking jeszcze przed rogatkami wsi. Sama wieś jest nie wielka i ma ok. 800 mieszkańców.
Do 1934 r. Lipnica Murowana miała prawa miejskie. Jako miasto miała też swój rynek i teraz właśnie na tym ryneczku znajduje się scena a wokół niej ustawione są palmy i stragany z rękodziełem.


Do 1934 r. Lipnica Murowana miała prawa miejskie. Jako miasto miała też swój rynek i teraz właśnie na tym ryneczku znajduje się scena a wokół niej ustawione są palmy i stragany z rękodziełem.

Spacerujemy jeszcze po straganach z ręcznie robionymi zabawkami, pisankami, palmami czy serwetkami. Wiele z tych rzeczy jest naprawdę fajnych i widać, że włożono w nie mnóstwo pracy.
Wracamy do naszego samochodu z ikonami, aby nie nosić ich ze sobą. Skoro już jesteśmy w "naszej bazie" to postanowiliśmy zjeść po kanapce i napić się kawy. Jest to jeden ze sposobów obniżenia kosztów wyjazdu. Często nasze wyjazdy jednodniowe to wyjazdy z własnym prowiantem i kawą w termosie, dokupujemy ewentualnie jakąś zupę dla Julii.



Piękna ambona czy baptysterium, tryptyki i polichromie wszystko przykuwa uwagę.W kościele znajduje się też grób Antoniego Ledóchowskiego. Był on ojcem sióstr Ledóchowskich.
Antoni miał dwie córki Urszulę i Marię. Urszula została założycielką zgromadzenia sióstr Urszulanek i świętą Kościoła Katolickiego zaś Maria założyła zakon sióstr misjonarek klawerianek i błogosławioną. Przed ich domem mieliśmy zaparkowany samochód ale dopiero gdy wracaliśmy aby wyjechać to dowiedzieliśmy się o tym.
Pora wracać do domu. Po drodze trafiamy jeszcze do zamku w Melsztynie. Jednego z ciągu zamków nad Dunajcem. Zamek czy raczej jego ruiny są malowniczo położone na wzgórzu nad Dunajcem.


Spacerkiem do zamku z pobliskiego parkingu, obowiązkowa sesja zdjęciowa i niestety trzeba wracać do domu.
Tak kończy się wyjazd, ale już nie długo weekend majowy, który u nas trwał 9 dni😆😆😆








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz