No i przeliczyliśmy się. Niedziela zaczęła się deszczowo a my musieliśmy wymyślić nowy plan. Zamiast przeczesywać internet i mieć nadzieję, że opinie nie były pisane na zamówienie, postanowiliśmy zapytać na zaprzyjaźnionej grupie FB Zwiedzacze (nie tylko) zamkowi. W 15 min. dostaliśmy pewnie z 30 miejsc do odwiedzenia. Na dziś wybraliśmy 3 i o nich wam opowiemy.




Julka zasypia w samochodzie gdy przejeżdżamy
do kolejnego muzeum. Gdy znajdujemy się już na miejscu to czekamy żeby mała dospała. Po kilku minutach wstaje a my jesteśmy gotowi na kolejne dziś muzeum. Teraz jesteśmy w Jaworzu, który graniczy z Bielskiem. Tu trafiamy do Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej. Niewielki muzeum, które przez lata miało swoją siedzibę w pobliskiej szkole, dzisiaj ma już swój budynek. Bilet to jedyne 5zł a świetna zabawa dla dzieci. Po wejściu do muzeum zostawiliśmy swoje plecaki w szafkach i zostaliśmy zaproszeni na wystawę gupików. Kończył się właśnie Mistrzostwa Europy hodowców gupików. Przy okazji jeden z uczniów pobliskiej szkoły pokazywał swoją hodowlę pająków. Wbrew temu czego się obawiałem, Julia nie dała się od nich oderwać.W końcu trafiamy na główną wystawę. Na środku sali wystawowej stoi łódź i Julia od razu w niej się znalazła. Musimy więc na zmianę obchodzić wystawę, drugie z pilnuje Julki. Jest co oglądać .
Są dwa akwaria, jedno z rybami a drugie to imitacja rafy koralowej z jednym tylko Nemo.
Po za tym są zasuszone lub "marynowane" okazy wszystkiego co pływa w morzu. Oprócz tego usłyszeliśmy odgłosy dna oceanu i nie jest tam cicho tak jak by się wydawało

Po muzeum oprowadził nas pan którego wiedza jest przeogromna.Julka w końcu dała się wyciągnąć z łodzi i podziwia rybki. Na końcu od pana, który nam opowiadał o tym co żyje w Bałtyku i innych morzach od plaż po dno Rowu Marjańskiego, Dziewczyny dostały jako rekwizyt do fotografii rybę kolczastą i tak pełni wrażeń z dna morza kończymy swój pobyt w Jaworzu.
Na koniec tej deszczowej niedzieli trafiamy do Żywca i tutejszego muzeum browaru. Musimy jednak poczekać około godziny na swoją kolej bo nie tylko my wpadliśmy na pomysł aby zwiedzić to muzeum. Czas wykorzystujemy na szybką kolację w restauracji przy browarze. Czas tak szybko nam umyka, że nie wiedzieć kiedy robi się godzina naszego wejścia do muzeum.
Wejście do muzeum tylko z przewodnikiem, co ma sens bo same wystawy nie są jakieś zachwycające dopiero narracja prowadzona przez przewodnika sprawia że odnajdujemy się w muzeum. Wystawy i przewodnik prowadzą nas przez historie od powstania muzeum do dnia dzisiejszego. Całość wystaw zdaje się być jedną wielką reklamą Grupy Żywiec, warto jednak będąc w okolicy zajrzeć do muzeum.


Po dokonaniu prezentacji browaru, trafiamy do wehikułu czasu, który przenosi nas do galicyjskiego miasteczka z czasów powstania browaru. Z miasteczka wkraczamy do karczmy galicyjskiej w której wita mas hologram sprzedawcy, co zrobiło na nas największe wrażenie. Poznajemy historię nie tylko browaru ale i piwa a także realia Galicji pod zaborem austriackim.
Dalej przez park maszynowy z tamtego okresu, trafiamy do okresu PRL gdzie znajdujemy się w typowej restauracji z tamtego okresu i możemy zagrać w kręgle.
Na koniec jeszcze dowiadujemy się o różnorodności piw w świecie. Skąd to się wzięło? Już tłumaczęBrowar Żywiec po tzw. rewolucji kraftowej w polskim browarnictwie wprowadził kontrrewolucję i zaczął produkcję innych piw niż tylko jasne pełne. O ile piwa z cieszyńskiego browaru należącego do Grupy można uznać za dobre i wytwarzane w sposób tradycyjny o tyle piwa Żywca bez względu na nazwę czy etykietę zostały piwami koncernowymi, co czuć zarówno w smaku jak i zapachu.
Jest jeszcze jedna ciekawostka. W sklepiku na końcu muzeum można kupić czteropak piw Żywiec. Piwo IPA czy Białe z Żywca kosztuje w każdym sklepie około 4zł. Tu kupicie czteropak w promocyjnej cenie 32zł czyli 8zł za butelkę. Zważywszy, że kupujemy go prawie bezpośrednio w browarze jest to dziwne. Z powodem do zastanowienia się dlaczego tak jest zostawiam was do kolejnej relacji. Tym razem z deszczowego poniedziałku.

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz