niedziela, 26 maja 2019

Co robić gdy pada w Bielsku i okolicy

     Weekend majowy zaczęliśmy jeszcze w kwietniu. Do Bielska przyjechaliśmy w sobotę popołudniu i wtedy zaczął padać deszcz. Nasz plan na ten wolny tydzień przewidywał góry, góry i góry. Pogoda dość szybko go zweryfikowała a my zostaliśmy już w domu, licząc na ładną niedzielę.
     No i przeliczyliśmy się. Niedziela zaczęła się deszczowo a my musieliśmy wymyślić nowy plan. Zamiast przeczesywać internet i mieć nadzieję, że opinie nie były pisane na zamówienie, postanowiliśmy zapytać na zaprzyjaźnionej grupie FB Zwiedzacze (nie tylko) zamkowi. W 15 min. dostaliśmy pewnie z 30 miejsc do odwiedzenia. Na dziś wybraliśmy 3 i o nich wam opowiemy.

     Zaczynamy nasze zwiedzanie od zamku Sułkowskich w Bielsku-Białej. Zamek stworzony by strzec granicy Księstwa Cieszyńskiego, powoli jednak przebudowywany traci swój militarny potencjał i zaczyna raczej przypominać pałac. Dziś jest to Muzeum Historyczne miasta Bielsko-Biała. Raczej nie jesteśmy znawcami sztuki ale po wejściu do muzeum przenosimy się w czasie. Trafiamy do  salonu mieszczańskiego, zbrojowni czy salonu muzycznego. Przede wszystkim jednak mamy okazję zobaczyć galerię obrazów. Jest tu Wyczółkowki, Axentowicz, J. Kossak a nawet Matejko. Dalej natkniemy się na malarstwo XXI i XXw. , portrety a nawet grafiki.  Po godzinie  wracamy do kasy po magnes na lodówkę. Julka nie bawiła się najlepiej ale już za chwilę mamy dla niej niespodziankę.











   















Julka zasypia w samochodzie gdy przejeżdżamy
do kolejnego muzeum. Gdy znajdujemy się już na miejscu to czekamy żeby mała dospała. Po kilku minutach wstaje a my jesteśmy gotowi na kolejne dziś muzeum. Teraz jesteśmy w Jaworzu, który graniczy z Bielskiem. Tu trafiamy do Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej. Niewielki muzeum, które przez lata miało swoją siedzibę w pobliskiej szkole, dzisiaj ma już swój budynek. Bilet to jedyne 5zł a świetna zabawa dla dzieci.      Po wejściu do muzeum zostawiliśmy swoje plecaki w szafkach i zostaliśmy zaproszeni na wystawę gupików. Kończył się właśnie Mistrzostwa Europy hodowców gupików. Przy okazji jeden z uczniów pobliskiej szkoły pokazywał swoją hodowlę pająków. Wbrew temu czego się obawiałem, Julia nie dała się od nich oderwać.
     W końcu trafiamy na główną wystawę. Na środku sali wystawowej stoi łódź i Julia od razu w niej się znalazła. Musimy więc na zmianę obchodzić wystawę, drugie z pilnuje Julki. Jest co oglądać .



Są dwa akwaria, jedno z rybami a drugie to imitacja rafy koralowej z jednym tylko Nemo.
Po za tym są zasuszone lub "marynowane" okazy wszystkiego co pływa w morzu. Oprócz tego usłyszeliśmy odgłosy dna oceanu i nie jest tam cicho tak jak by się wydawało


Po muzeum oprowadził nas pan którego wiedza jest przeogromna.


Julka w końcu dała się wyciągnąć z łodzi i podziwia rybki. Na końcu od pana, który nam opowiadał o tym co żyje w Bałtyku i innych morzach od plaż po dno Rowu Marjańskiego, Dziewczyny dostały jako rekwizyt do fotografii rybę kolczastą i tak pełni wrażeń z dna morza kończymy swój pobyt w Jaworzu.


Na koniec tej deszczowej niedzieli trafiamy do Żywca i tutejszego muzeum browaru. Musimy jednak poczekać około godziny na swoją kolej bo nie tylko my wpadliśmy na pomysł aby zwiedzić to muzeum. Czas wykorzystujemy na szybką kolację w restauracji przy browarze. Czas tak szybko nam umyka, że nie wiedzieć kiedy robi się godzina naszego wejścia do muzeum.


Wejście do muzeum tylko z przewodnikiem, co ma sens bo same wystawy nie są jakieś zachwycające dopiero narracja prowadzona przez przewodnika sprawia że odnajdujemy się w muzeum. Wystawy i przewodnik prowadzą nas przez historie od powstania muzeum do dnia dzisiejszego. Całość wystaw zdaje się być jedną wielką reklamą Grupy Żywiec, warto jednak będąc w okolicy zajrzeć do muzeum.

Po dokonaniu prezentacji browaru, trafiamy do wehikułu czasu, który przenosi nas do galicyjskiego miasteczka z czasów powstania browaru. Z miasteczka wkraczamy do karczmy galicyjskiej w której wita mas hologram sprzedawcy, co zrobiło na nas największe wrażenie. Poznajemy historię nie tylko browaru ale i piwa a także realia Galicji pod zaborem austriackim.






Dalej przez park maszynowy z tamtego okresu, trafiamy do okresu PRL gdzie znajdujemy się w typowej restauracji z tamtego okresu i możemy zagrać w kręgle.





Na koniec jeszcze dowiadujemy się o różnorodności piw w świecie. Skąd to się wzięło? Już tłumaczę









Browar Żywiec po tzw. rewolucji kraftowej w polskim browarnictwie wprowadził kontrrewolucję i zaczął produkcję innych piw niż tylko jasne pełne. O ile piwa z cieszyńskiego browaru należącego do Grupy można uznać za dobre i wytwarzane w sposób tradycyjny o tyle piwa Żywca bez względu na nazwę czy etykietę zostały piwami koncernowymi, co czuć zarówno w smaku jak i zapachu.

     Jest jeszcze jedna ciekawostka. W sklepiku na końcu muzeum można kupić czteropak piw Żywiec. Piwo IPA czy Białe z Żywca kosztuje w każdym sklepie około 4zł. Tu kupicie czteropak w promocyjnej cenie 32zł czyli 8zł za butelkę. Zważywszy, że kupujemy go prawie bezpośrednio w browarze jest to dziwne. Z powodem do zastanowienia się dlaczego tak jest zostawiam was do kolejnej relacji. Tym razem z deszczowego poniedziałku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dwa tygodnie w Apulii- Wyjeżdżamy z Apulii czyli Matera

      Wczoraj poszliśmy spać dość późno a dziś mieliśmy wstać wcześnie rano. Dziś kolejny z naszych dobroczyńców, gdyby nie on nie dojechal...